Auto dla ludu nie musi być nudne!

Fani motoryzacji kochają samochody głównie za to, że dostarczają im emocji. Właściciel alfy romeo nie może napatrzyć się na jej seksowną linię, fan BMW oddałby ostatni grosz, żeby wyposażyć swojego potwora w szperę.

Są jednak auta, których właścicielom zupełnie nie zależy na uczuciach. W motoryzacyjnej encyklopedii hasło "nuda" znajdziemy pod literką V, gdzie trafiły takie marki, jak Volvo, czy Volkswagen...

Reklama

Zwłaszcza do tych ostatnich przylgnęła łatka solidnych, ale też kompletnie pozbawionych indywidualizmu aut. Miliony wyprodukowanych golfów i passatów sprawiły, że w ofercie niemieckiej marki chcący wyróżniać się z tłumu, nie mieli czego szukać. Aż do teraz, gdy po szesnastu latach niebytu do cenników powrócił nieco już zapomniany model scirocco.

Samochód zbudowano na płycie podłogowej golfa. By zapewnić mu lepsze prowadzenie wprowadzono jednak kilka poprawek. Zmieniono np. rozstaw kół. Przednie ustawiono o 3,6 cm szerzej, tylne aż o 6,2 cm. Nastawy zawieszenia nieco zdziczały. Auto jest wyraźnie sztywniejsze niż golf, co nie oznacza jednak, że nie radzi sobie na dziurach. Testowana przez nas wersja wyposażona była w aktywne zawieszenie, które pracować może w trzech trybach: normal, sport i comfort. Na co dzień najlepiej sprawdzi się rzecz jasna ten ostatni, gdy jednak poniesie nas fantazja i uda się znaleźć kręty, niepokalany wyrwami asfalt opcja "sport" pozwoli wykrzesać z samochodu naprawdę sporo.

Najmocniejsza - testowana przez nas - wersja napędzana jest dwulitrową, benzynową jednostką z rodziny TSI. Rzędowa czwórka dzięki doładowaniu i bezpośredniemu wtryskowi paliwa rozwija moc 200 KM. Wprawdzie wynik taki w żaden sposób nie wydaje się być imponującym (większą mocą mogą pochwalić się np. dwudziestoletnie, doładowane lancie), ale pamiętajmy, że w maksymalna moc to dla kierowcy drugorzędna wartość. Tym, co naprawdę powinno nas interesować jest moment obrotowy oraz jego przebieg, a w tej kwestii jednostka Volkswagena nie ma sobie równych. 280 Nm. dostępnych jest w zakresie 1700-5000 obr/min (moc od 5100-6000) co oznacza, że kierowca scirocco ma do dyspozycji zabójczy arsenał.

Niektórych może nieco dziwić, że w samochodzie o sportowym zacięciu, oferowana jest dwusprzęgłowa skrzynia DSG. Zdziwienie mija jednak, po zapoznaniu się z osiągami. Scirocco z sześciostopniową zautomatyzowaną skrzynią rozpędza się do setki w 7,1 sekundy (prędkość maksymalna to nieco ponad 230 km/h). Takie samo auto z "manualem" potrzebuje o jedną dziesiątą sekundy więcej! W tym konkretnym przypadku elektronika działa lepiej, niż ludzie. Skrzynia pracować może w jednym z trzech trybów: automatycznym, automatycznym sportowym (zmienia się wówczas reakcja na gaz oraz obroty, przy których przełączane są poszczególne biegi) oraz manualnym sekwencyjnym. Samochód wyposażono również w łopatki przy kierownicy. Te ostatnie raczej kiepsko sprawdzają się jednak na bardzo krętych drogach. Przez to, że kręcą się wraz z "kółkiem", trzeba ich szukać. Biorąc jednak pod uwagę, że w trybie sportowym "automat" działa wyśmienicie, nie można mieć o to pretensji.

Przy normalnej jeździe średnie zużycie paliwa oscyluje w okolicach 10 l/100 km. W trasie bez problemu uda się zejść do poziomu 8 l/100 km. Bardzo dynamiczna jazda nie powinna nas kosztować więcej, niż 18 l/100 km. Pamiętając, że mamy do czynienia z pozbawioną jakiejkolwiek turbodziury, niewyczerpaną fabryką momentu obrotowego, to naprawdę bardzo dobry wynik. Szkoda, że inżynierowie z Volkswagena nie opracowali jeszcze siedmiostopniowego DSG, który radziłby sobie z taką mocą. Wówczas zużycie paliwa mogłoby być jeszcze o 1-2 litry mniejsze!

Trzeba też przyznać, że bardzo dobre właściwości jezdne i niezłe osiągi idą w parze z ciekawym wyglądem. Wprawdzie linii auta daleko do drapieżności alfy romeo, ale scirocco jest jednym z tych samochodów, które na żywo wyglądają równo 100 razy lepiej, niż na zdjęciach. Klosze przednich świateł wykonane z ciemnego plastiku i matowy grill mogą się podobać. Nisko poprowadzona linia dachu i poszerzające się ku tyłowi błotniki przywodzące na myśl pośladki Jeniffer Lopez to również niewątpliwe zalety. Trzydrzwiowe nadwozie może nieco przypominać kombi, podobny zabieg zastosowało niegdyś volvo z modelem 480, czy późniejszym C30.

Niestety, czar pryska, gdy zajrzymy do wewnątrz. Widać, że stylista który przyłożył się do projektu nadwozia w czasie opracowywania wnętrza poszedł na chorobowe. Panowie z VW sięgnęli wiec po stare metody. Do oklepanych kształtów deski rozdzielczej golfa dorzucili sportowe fotele (fakt, że świetne) i podciętą u dołu kierownicę. W efekcie nie można mieć żadnych uwag co do ergonomii, ale całość sprawia nieco przygnębiająco -feministyczne wrażenia. Krótko mówiąc - brakuje jaj...

Ceny nowego scirocco startują z pułapu ok. 77 tys. zł. Za te pieniądze otrzymamy samochód ze 122 konnym 1,4 l. TSI, sześcioma poduszkami powietrznymi i sześciostopniową, manualną skrzynią biegów. To sporo, biorąc pod uwagę, że podobnie wyposażony, oferujący jedno miejsce więcej golf (scirocco rejestrowany jest na cztery osoby) wyceniany jest przez VW na jakieś 10 tys. zł. mniej. Auto nie zapewni również dreszczyku emocji - rozpędza się do setki w 9,7 sekund. Zdecydowanie lepiej wypada pod tym kątem 1,4 TSI o mocy 160 KM, któremu sprint do setki zajmuje rozsądne 8 sekund. Za auto z tym silnikiem przyjdzie nam jednak zapłacić już 88 tys. zł (90 tys., jeśli będziemy chcieli cieszyć się zaletami skrzyni DSG). Testowany egzemplarz to szczyt cennika - żeby wyjechać takim z salonu trzeba będzie zapłacić co najmniej 100 tys. zł. Volkswagen przygotował też coś dla fanów ropy. Za 91 tys. zł można wyposażyć swojego scirocco w pozbawiony tępiących słuch pompowtryskiwaczy silnik 2,0 TDI (140 KM) z wtryskiem typu common rail i filtrem czastek stałych.

Co sadzić o scirocco? Niemcy przyzwyczaili nas już do tego, że w przypadku volkswagenów (poza nielicznymi wyjątkami, jak golf GTI) emocję ograniczają się przeważnie do porannego zastanawiania się, czy auto, które zostawiłeś wieczorem na parkingu jeszcze tam stoi. Scirocco jest inne. W najmocniejszej wersji samochód jest gwarancją dobrej zabawy. Prowadzi się wyśmienicie, kierowca czuje się całkowicie zintegrowany z maszyną. Problem dotyczy jak zwykle ceny. 100 tys. zł za wersję z 2,0 TSI to jednak trochę dużo, jak na cztery miejsca, napęd tylko na dwa koła i 7,1 sekundy do setki.

Dowiedz się więcej na temat: romeo | Auta | paliwa | Ostatni Grosz | scirocco | auto | Nie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje