"Polaków musi być stać na auta elektryczne"

Musimy sprawić, by Polaków było stać na samochody elektryczne - mówiła w czwartek w TV Trwam wiceminister rozwoju Jadwiga Emilewicz. Są one bowiem nie tylko korzystniejsze dla środowiska, ale i znacznie tańsze w eksploatacji niż spalinowe - argumentowała.

Wiceminister rozwoju Jadwiga Emilewicz była w czwartek gościem programu "Polski punkt widzenia" w TV Trwam. Mówiła m.in. o rządowym programie rozwoju elektromobilności.

Reklama

Przekonywała, że program ten sprawi, iż w miastach "w horyzoncie 5-10 najbliższych lat wymienimy nieco flotę samochodową na zeroemisyjną".

"Musimy sprawić, by Polaków było stać na samochody elektryczne" - podkreślała Emilewicz.

Przypomniała, że właśnie w tym kierunku idzie przyjęty w końcu grudnia przez rząd projekt ustawy o elektromobilności, który stwarza wiele zachęt do zakupu samochodów elektrycznych.

To jednak może być trudne, bowiem przeciętny Polak wydaje na używany samochód 15 tys. zł. Tymczasem samochody elektryczne są niezwykle drogie - przykładowo, elektryczny Volkswagen e-up! kosztuje od 116 590 zł, a e-Golf - od 164 890 zł. Najchętniej kupowany samochód elektryczny na świecie, czyli Nissan Leaf w Polsce kosztuje od 139 tys. zł. Różnica ponad 100 tys. zł, może być niezwykle trudna do odrobienia oszczędnościami na paliwie. (Więcej na ten temat - w ramce obok.)

Nawet zakładając, że ktoś kupuje samochód elektryczny, rezygnując z porównywalnego spalinowego, dzięki czemu różnica między nimi wynosi "tylko" 50 tys. zł, trzeba będzie przejechać 200 tys. km, by zwrócił się wyższy koszt zakupu. Dopiero od tego momentu jazda autem elektrycznym stanie się bardziej opłacalna. Tylko, że przeciętny Polak nie kupuje nowego auta za 100 tys, a używane - za 15 tys. zł. Skąd ma wziąć 10 razy więcej?

Przyjęty przez rząd projekt ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych przewiduje m.in, że do końca 2020 r. w Polsce ma powstać m.in. 6 tys. punktów ładowania samochodów elektrycznych, gminy będą mogły ustanowić strefy czystego transportu (co będzie się wiązało ze specjalną opłatą), z której zwolnieni zostaną posiadacze pojazdów elektrycznych, które z kolei zostaną też zwolnione z akcyzy.

Emilewicz wskazywała także, że w wielu miastach jeżdżą już dziś autobusy elektryczne. "Chcemy, by to się stało miejskim standardem" - mówiła.

"To ogromy wysiłek Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska, który wychodzi naprzeciwko miastom i decyduje się przeznaczyć 2 miliardy złotych na dofinansowanie tego typu zakupów" - zaznaczyła. "To duży krok, który naprawdę może dużo zmienić i poprawić jakość życia w miastach" - dodała.

Emilewicz podkreślała także, że z dostępnych danych wynika, iż użytkowanie już dziś samochodu i autobusu elektrycznego "jest wielokrotnie tańsza w całym cyklu eksploatacyjnym" od użytkowania pojazdu spalinowego.

Wiceminister rozwoju zapowiedziała też, że "w tym roku powstanie co najmniej 70 punktów ładowania na terenie dużych miast w Polsce".

Na koniec warto przypomnieć, że energia elektryczne w Polsce w zdecydowanej większości pochodzi z elektrowni opalanych węglem kamiennym, w procesie spalania którego powstaje CO2. CO2, z którym walczy cała Europa.

PAP/INTERIA.PL

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje