Polskie drogi

Zabił na pasach trzy osoby. Dostał 4 lata więzienia

Sąd Rejonowy w Wołominie skazał w poniedziałek 23-letniego Grzegorza W. na cztery lata pozbawienia wolności. To wyrok za spowodowanie śmiertelnego wypadku, do którego doszło w Kobyłce w Boże Narodzenie 2017 roku. Zginęły wówczas trzy kobiety wracające z pasterki.

Sędzia Robert Żak z Sądu Rejonowego w Wołominie uznał Grzegorza W. za winnego i wymierzył mu karę czterech lat pozbawienia wolności, orzekł także czteroletni zakaz prowadzenia pojazdów samochodowych. Taki wymiar kary sąd argumentował m.in. wcześniejszą niekaralnością oskarżonego, a także postawą W. po wypadku oraz w sądzie - pozostał na miejscu zdarzenia, wyraził skruchę, przeprosił bliskich ofiar.

Prokuratura zarzucała W., że 25 grudnia około godz. 1 w Kobyłce, jadąc ulicą Nadarzyńską "umyślnie naruszył zasady bezpieczeństwa w ruchu lądowym", "nie zachował szczególnej ostrożności" w rejonie przejścia dla pieszych i "nieumyślnie spowodował wypadek", w którym zginęły trzy kobiety w wieku 16, 43 i 70 lat.

Reklama

Oskarżony wyjaśniał, że nie widział pieszych, które potrącił, bo oślepiły go światła samochodu jadącego z naprzeciwka. W wypadku uczestniczyła także 22-letnia Zuzanna O., która jechała samochodem razem z oskarżonym. "Jechaliśmy dość szybko, Grzesiek był zamyślony; nie obserwowałam licznika, ale kilkanaście sekund przed wypadkiem powiedziałam mu, żeby zwolnił; odczułam, że jedziemy za szybko; jak wjechaliśmy na pasy to dopiero zauważyłam ludzi; Grzesiek zaczął hamować dopiero przed pasami, na których doszło do potrącenia. Krzyknęłam +o Boże! Ludzie!+" - zeznała. W śledztwie twierdziła, że mogli jechać z prędkością 100 km/h.

Świadkowie zeznali, że w noc wypadku ruch w tej okolicy był niewielki, a warunki pogodowe dobre.

Według biegłego z zakresu wypadków drogowych w momencie zderzenia samochód Grzegorza W. mógł poruszać się z prędkością ponad 90 km/h. Wcześniej, inny biegły, oceniał tę prędkość na około 80 km/h, ale według prokuratury ekspertyza była "niedoszacowana".

Grzegorzowi W. groziło do 8 lat więzienia i o taki wymiar kary wnosili pełnomocnicy rodzin ofiar. Prokuratura domagała się dla oskarżonego 6 lat pozbawienia wolności.

Poniedziałkowy wyrok nie jest prawomocny.


PAP
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy