Budowa autostrad

A ty wolisz jechać pociągiem czy drogą ekspresową?

Decyzja rządu o przesunięciu pieniędzy z projektów kolejowych na budowę dróg S3 i S17 jest złą decyzją - przekonywał w czwartek Janusz Piechociński (PSL).

Zaapelował, by rząd "poważnie ją przeanalizował". Także PiS skrytykowało w czwartek decyzję rządu.

Reklama

Chodzi o decyzję o przekazaniu pieniędzy z funduszy unijnych, zaoszczędzonych przez kolejarzy na zakończonych już przetargach dotyczących inwestycji kolejowych na budowę dróg S3 i S17. Chodzi o 4,8 mld zł. Rząd podjął decyzję o przeznaczeniu dodatkowych środków na dokończenie fragmentu trasy S3 Szczecin-A2, w okolicy Gorzowa oraz na odcinek S17 Kurów-Lublin, wraz z obwodnicą Lublina.

Minister rozwoju regionalnego Elżbieta Bieńkowska wyjaśniała, że wybór padł właśnie na te dwie drogi, bo te inwestycje były najlepiej przygotowane.

Jak powiedział w czwartek dziennikarzom minister infrastruktury Cezary Grabarczyk, jego celem jest wykorzystanie stu procent środków, które Unia Europejska zarezerwowała dla Polski na infrastrukturę. Podkreślił, że gdy okazało się, iż są oszczędności jeśli chodzi o inwestycje na kolei, resort szukał projektów kolejowych "z rezerwowej grupy zadań", na które można by przeznaczyć zaoszczędzone pieniądze, jednak nie było stuprocentowej pewności, że zostaną one wykonane i rozliczone do 2015 roku.

"W tej sytuacji podjęliśmy starania, by tę uwolnioną kwotę wykorzystać także na cele związane z modernizacją polskiej infrastruktury, tyle że w sektorze drogowym" - powiedział minister.

Dodał, że niewykorzystanie tych 4,8 mld zł na drogi mogłoby grozić tym, że część środków przepadnie. "Nie możemy do tego dopuścić, chcemy by każde euro było wykorzystane na poprawę stanu infrastruktury w Polsce" - zaznaczył szef resortu infrastruktury.

"Zwracam uwagę, a mówię to jako (...) wiceprzewodniczący sejmowej komisji infrastruktury i przewodniczący stałej podkomisji do spraw kolejnictwa, że ta decyzja ze swojej istoty jest zła, bo pokazuje bardzo wyraźnie, że można +przeciągać kołderkę+ w obszarze infrastrukturalnym" - powiedział Piechociński na czwartkowej konferencji prasowej w Sejmie.

Jak podkreślił, na razie jest to "planowana decyzja rządu", bo formalnie powinna zapaść do końca lutego. Zaapelował, aby rząd "poważnie przeanalizował tę decyzję".

Jak mówił, kolei "nie wolno na pewno tylko zabierać, a wręcz przeciwnie". "Trzeba kilku fundamentalnych kwestii, a pierwszą określiłem w sposób następujący: rozstrzygnięcie i szybka decyzja ministra finansów i rządu w zakresie uzyskania kredytu w wysokości 1 miliard euro planowanego i zalecanego do zaciągnięcia przez PKP Polskie Linie Kolejowe (...) na koszty przygotowania inwestycji i wkład krajowy do środków unijnych" - podkreślił Piechociński. Jak dodał, decyzja rządu o przesunięciu środków z inwestycji kolejowych na drogowe "odwróciła uwagę od tego, że brakuje tej podstawowej decyzji".

Według niego brak gwarancji rządowej dla kredytu z Europejski Bank Inwestycyjny na rzecz kolei "jest przykładem swoistego cynizmu po stronie części rządu dla bardzo ważnych procesów inwestycyjnych".

Pytany, czy jako poseł koalicyjnego PSL interweniował w tej sprawie u wicepremiera Waldemara Pawlaka czy u premiera Donalda Tuska, odpowiedział: "Każde posiedzenie klubu, ciągłe interwencje". Dopytywany, jaką odpowiedź usłyszał, powiedział: "Słyszymy odpowiedź, że potrzeby są, drogi mają przygotowane projekty, a kolejarze - i tutaj wbrew naszej opinii - mówi się, że są totalnie nieprzygotowani (...) i nie mają projektów".

Również posłowie PiS Krzysztof Tchórzewski i Bogusław Kowalski skrytykowali w czwartek na konferencji prasowej w Sejmie decyzję rządu. Jak mówili, nie jest prawdą, że koleje nie przygotowały inwestycji. Przekonywali, że pieniądze nie tylko nie powinny być im odbierane, ale minister finansów powinien poręczyć kolei kredyt, aby inwestycje mogły zostać sfinalizowane.

Tchórzewski podkreślił, że oszczędzanie na kolejach jest decyzją "bardzo nietrafną", a swoją decyzją rząd spowoduje, iż co czwarte euro przeznaczone na kolej zostanie stracone.

Bogusław Kowalski krytykował projekt ustawy umożliwiający ogłoszenie upadłości przez spółki kolejowe, nad którą obecnie pracują sejmowe komisje. Według niego ustawa zostanie przyjęta w najbliższym czasie, grozi to postawieniem w stan upadłości PKP Intercity i Przewozów Regionalnych, które - jak mówił - spełniają kryteria upadłości w rozumieniu kodeksu handlowego: nie mają płynności finansowej. PiS złoży wniosek o wycofanie tego projektu.

Ekspert rynku transportowego Adrian Furgalski mówił podczas konferencji prasowej PSL, że decyzja rządu to "cywilizacyjny pocałunek śmierci dla kolei". Jak mówił, polska kolej to "największy przegrany" zarówno transformacji gospodarczej w Polsce, jak i wejścia naszego kraju do Unii Europejskiej. "Nie widać znaczących efektów wykorzystania funduszy europejskich" - ocenił.

"Rząd się pospieszył, dlatego że formalnej decyzji co do przesunięcia środków - która powinna zapaść w Komisji Europejskiej - nie ma. Nie ma także wniosku rządu o takie przesunięcie. (...) Wszelkie tego typu zmiany powinny mieć akceptację Komisji. Dlatego delegacja komisji oczywiście do nas przyjedzie, ale proszę zwrócić uwagę, że po fakcie" - podkreślił Furgalski.

"Po drugie, rząd złamał własne wytyczne dotyczące postępowania z projektami indywidualnymi w ramach programu operacyjnego Infrastruktura i Środowisko, monitorowania tych projektów. Po trzecie, minister infrastruktury przekazuje nieprawdziwe informacje, że te środki - 4,8 mld zł - muszą iść na drogi, bo na kolei nie ma ich na co przeznaczyć" - wyliczał Furgalski. Jak mówił, analiza listy programów kolejowych wskazuje, że "takie projekty są i jeszcze jest czas na to, by wstawić na listę projekty dodatkowe".

W czwartek przedstawiciele kolejarskich związków zawodowych manifestowali w Katowicach, sprzeciwiając się polityce rządu wobec branży. Choć cała Europa stawia na kolej, w Polsce pieniądze są przeznaczane głównie na inwestycje drogowe - mówili. Manifestanci grozili, że jeśli rząd nie przystąpi do rozmów na temat poprawy sytuacji na kolei, wkrótce może dojść do strajku generalnego.

Akcję zorganizowały trzy największe centrale związkowe działające w branży: Sekcja Krajowa Kolejarzy NSZZ "Solidarność", Federacja Związków Zawodowych Pracowników PKP i Konfederacja Kolejowych Związków Zawodowych. Według szefa kolejarskiej Solidarności Henryka Grymela, zrzeszają one 80 proc. pracowników kolei.

Zostań fanem naszego profilu na Facebooku. Tam można wygrać wiele motoryzacyjnych gadżetów. Wystarczy kliknąć w "lubię to" w poniższej ramce.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje