Krzysztof Hołowczyc: Przejechać dobrze i bez przygód

Krzysztof Hołowczyc nie myśli o tym, które miejsce może zająć w swym dziewiątym starcie w Rajdzie Dakar.

Zdobywca Pucharu Świata FIA w cross-country powiedział w Gdańsku przed odlotem do Argentyny, że marzy o tym, by przejechać trasę dobrze i bez przygód

Reklama

- Po dwóch etapach tegorocznego, 35. Rajdu Dakar, plasował się pan na ósmej pozycji w kategorii samochodów. Trzeci etap zakończył pan w szpitalu i niebawem oświadczył: ja jeszcze wstanę, jeszcze się podniosę. A zatem - jak zdrowie?

- Krzysztof Hołowczyc: Czuję się świetnie, chociaż przy pewnych ćwiczeniach czy ruchach organizm przypomina mi delikatnym bólem, że miałem pęknięte trzy żebra, silne stłuczenie kilku innych oraz złamanie ósmego kręgu piersiowego i uszkodzenie czwartego lędźwiowego.

- Wtedy całą winę wziął pan na siebie. Czy coś się zmieniło od tego czasu?

- Nic. To był mój błąd i nie doszukiwałem się innych przyczyn. Była trzyipółmetrowa skarpa, zjechałem z niej i uderzyłem w ścianę przykrytą piachem. Trzeba swój los wziąć w swoje ręce, opuścić głowę i umieć powiedzieć przegrałem, mea culpa. Denerwują mnie opinie, jak ktoś usprawiedliwia porażkę wszystkim co możliwe dookoła - trudna trasa, wymagający rywale, fatalna pogoda, zbyt silny wiatr, zmowa... To takie polskie, nie tylko w sporcie.

-P: Wyszedł pan z samochodu i się... przewrócił.

- Wiedziałem, że dla mnie rajd się w tym punkcie skończył. Nie mogłem się powstrzymać od łez. Ja, dorosły facet, płakałem, patrząc na mijające mnie pojazdy. Nie mogłem się z tym pogodzić, że to już koniec, że nie tylko mój wielomiesięczny wysiłek włożony w przygotowania, ale i mechaników oraz wspierających mnie osób, poszedł na marne. Jak wracam pamięcią do tego zdarzenia, zakleszcza mi się gardło.

- Jeśli już mówimy o wypadkach, to na myśl przychodzi najświeższa dramatyczna wiadomość: siedmiokrotny mistrz świata Michael Schumacher jest w stanie krytycznym.

- Z dużym żalem przyjąłem informację o tym, co się przydarzyło byłemu niemieckiemu kierowcy Formuły 1. Jaka to ironia losu... Pół życia spędził na torze i nie miał tak tragicznego wypadku jak teraz na stoku narciarskim. On miał ryzyko we krwi, ale pewnie tym razem przeszarżował, że i kask go nie uchronił przed urazem. Niech to będzie przestrogą dla wszystkich.

- Dla pana również?

- Oczywiście! Z każdego wypadku wyciągam daleko idące wnioski, dlatego moje przygotowania do Rajdu Dakar trwały przez blisko rok. Położyłem nacisk na wytrzymałość i mięśnie kręgosłupa. Sporo ćwiczyłem, biegałem, jeździłem na rowerze, pływałem. Wstrząsy i uderzenia podczas pokonywania poszczególnych odcinków są tak duże, że żadne normalne auto tego nie wytrzyma. A człowiek? Po przejechaniu 10 km powinien się rozpaść kręgosłup. Dlatego nasze pojazdy są jak czołgi.

-W poprzedniej edycji Rajdu Dakar pana pilotem był Portugalczyk Filipe Palmeiro. W marcu zastąpił go Bawarczyk pochodzący z Monachium, mieszkający w Dubaju Andreas Schulz. Teraz jest Rosjanin Konstantin Żilcow. Zmienia pan ich jak rękawiczki...

- Może to tak wygląda, ale ja o tym nie decyduję. Jestem pracownikiem zatrudnionym w niemieckim zespole fabrycznym Monster Energy X-raid Team i wykonuję polecenia kierownictwa. We wrześniu zostałem poinformowany, że moim pilotem w 36. edycji Rajdu Dakar będzie 48-letni Żilcow. I mimo że nie miałem wpływu na taki wybór, to jestem bardzo zadowolony. To jeden z najbardziej doświadczonych pilotów startujących w imprezach cross-country, zwłaszcza w Ameryce Południowej. W tym roku jechał Mini All4 Racing z rodakiem Leonidem Nowickim, zajmując trzecie miejsce.

- Czym dla pana jest Dakar Rally?

- Nie tylko dla mnie, dla nas wszystkich kierowców to są igrzyska olimpijskie. Nie ma imprezy o wyższej randze. Wszystkie testy, sprawdziany, zawody, jakby je zwać, są podporządkowane tylko temu jednemu - Dakarowi. I tak też traktowałem udział w ośmiu ciężkich rajdach zaliczanych do Pucharu Świata. Startowała w nich elita kierowców, dlatego też tegoroczne zwycięstwo ma swoją wartość.

- Pora zatem wygrać imprezę, która 5 stycznia rozpocznie się w argentyńskim Rosario, a zakończy 18 stycznia w Valparaiso w Chile.

- Nie mam nic przeciwko temu, bardzo bym się cieszył, zwłaszcza jako członek Poland National Team. Jednak znam swoje miejsce w szeregu. Nie powiem, że jak mam Puchar Świata, to wygram Dakar. Marzę o tym, by przejechać trasę dobrze i bez przygód. Nie myślę o tym, które miejsce mogę zająć. Dumny jestem natomiast z tego, że sukcesy w tym roku odnieśli również moi koledzy. Rafał Sonik zdobył w quadach także Puchar Świata, a Robert Kubica z Maciejem Baranem wywalczyli mistrzostwo świata w WRC-2, że nie wspomnę o innych osiągnięciach.

PRZEGLĄD ROKU 2013, CZYLI OD A, JAK "ANGLIKI", DO Ż, JAK "ŻABY".

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje