Dakar 2014. Mocni Polacy na wydmach Atakamy

Po dwóch szybkich etapach, które nie wniosły wiele do klasyfikacji generalnej, uczestnikom Dakaru przyszło po raz pierwszy w tym roku przeprawić się przez piaski pustyni Atakama.

Znów świetnie w stawce wypadli nasi kierowcy samochodów, w komplecie meldując się w pierwszej "piętnastce". Pojedynek na minuty z najpoważniejszymi rywalami stoczył Rafał Sonik, który ponownie na metę dotarł z trzecim czasem.

Reklama

Zawodnicy z ulgą opuścili biwak w Calamie. Wszędobylski piasek, suche powietrze i upał nie stwarzały idealnych warunków do odpoczynku po ciężkiej przeprawie przez Andy. O poranku motocykliści i quadowcy, tradycyjnie jako pierwsi ruszyli na pustynię. Jakub Przygoński w pierwszej, kamienistej sekcji zostawał nieco za plecami rywali i dopiero w drugim - piaszczystym i wydmowym fragmencie zaczął odrabiać straty. Niestety nie udało mu się powtórzyć wyniku z poprzednich dni i tym razem uplasował się poza pierwszą "dziesiątką" (13. miejsce), ale w klasyfikacji generalnej jest niezmiennie 7. motocyklistą.

W stawce quadów bezkonkurencyjny we wtorek był Sebastian Husseini. Holender wygrał etap z 25-minutową przewagą nad drugim z rywali, ale ma małe szanse, by opuścić swoje czwarte miejsce w klasyfikacji generalnej ze względu na poniesione wcześniej ogromne straty. Rafał Sonik jechał bardzo równo, w końcówce przesuwając się na drugie miejsce, ale ostatecznie dogonił go Ignacio Casale. Chilijczyk na początku trasy miał spore problemy techniczne, ale pędząc na złamanie karku odrobił ponad 22 minuty, wyprzedzając Polaka i powiększając swoją przewagę nad nim o kolejną minutę w klasyfikacji generalnej. Krakowianin zdołał odrobić tylko 27 sekund do Sergio Lafuente i tak w 9. etapie, jak i "generalce", przy jego nazwisku widnieje cyfra "3".

Fantastycznie w jednym z najbardziej suchych miejsc świata poradzili sobie kierowcy samochodów.

Adam Małysz, wyraźnie podenerwowany ostatnimi problemami z wycieraczkami postanowił powetować sobie straty czasowe z Argentyny i na finiszu okazał się szybszy nawet od Krzysztofa Hołowczyca. "Orzeł z Wisły" przyjechał ponad 41 minut za Peterhanselem, który w Iquique zameldował się najszybciej i uplasował się na 6. miejscu. Tuż za nim dojechał 44 sekundy wolniejszy "Hołek". Marek Dąbrowski i Jacek Czachor również nie próżnowali i 422 km oesu pokonali niewiele wolniej, zajmując 10. pozycję. Pięć minut później, z 13. czasem na metę wpadło Mini Martina Kaczmarskiego, który w klasyfikacji generalnej skoczył o dwie pozycje i jest 12. Na 9. awansował Małysz z Martonem, na 7. Wskoczył duet byłych motocyklistów, a Hołek jest 6. Do czołowej piątki traci jednak ponad dwie godziny i ciężko już mu będzie poprawić swoją sytuację.

Do mety w Iquique kierowców poprowadził bardzo efektowny i niemal pionowy zjazd po piaszczystym zboczu. Po znalezieniu się na poziomie morza, w środę zawodnicy powrócą na wysokości, by ponownie zmierzyć się z wydmami i fesz feszem Atakamy.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje