R-Six team wygrywa w Afryce!

Robert Szustkowski i Jarosław Kazberuk z zespołu R-Six Team odnieśli spektakularny sukces, wygrywając jubileuszową 10. edycję Rajdu Africa Eco Race na trasie z Monako do Dakaru w klasie T2.

Polska załoga w samochodzie Ford Raptor zakończyła występ mocnym akcentem, odnosząc w stolicy Senegalu zwycięstwo na niedzielnym ostatnim odcinku specjalnym z metą nad legendarnym Lac Rose czyli Jeziorem Różowym, gdzie tradycyjnie kończyły się kolejne afrykańskie edycje Rajdu Dakar. Szustkowski i Kazberuk dosłownie zmiażdżyli konkurencję na końcowych, najtrudniejszych etapach i tam właśnie zapewnili sobie zwycięstwo.

- Trudno znaleźć słowa, aby opisać, jak jesteśmy szczęśliwi - mówi Robert Szustkowski, założyciel i lider zespołu R-Six Team. - Przez te dwa tygodnie przeżyliśmy wiele dramatycznych chwil. Najbardziej doświadczeni uczestnicy rajdu twierdzili, że tegoroczna edycja była trudniejsza od wielu afrykańskich Dakarów. Wiele pojazdów dosłownie rozsypało się na trasie. Niekiedy co parę kilometrów widzieliśmy kolejne pojazdy z urwanymi kołami lub innymi awariami, wyeliminowane z rajdu. W najtrudniejszej sytuacji były seryjne samochody klasy T2, takie jak nasz. Dlatego staraliśmy się jechać rozważnym tempem, z myślą o osiągnięciu mety. Przez całą drugą część rajdu zmagaliśmy się z niesprawną skrzynią biegów. Przez kilka dni mieliśmy do dyspozycji tylko trzy najniższe biegi. Nasza szybkość maksymalna wynosiła na trójce wynosiła zaledwie 95 km/h, podczas gdy rywale podróżowali nawet ponad 200 km/h! Jechaliśmy z duszą na ramieniu, bo skrzynia mogła rozsypać się w każdej chwili. Bardzo dziękuję całemu zespołowi, a szczególnie mojemu pilotowi Jarkowi, który po raz kolejny okazał się być genialnym pilotem, a czasami także kierowcą. Jarek prowadził samochód na kilku najtrudniejszych fragmentach trasy na wydmach i fantastycznie dawał sobie radę. Szkoda, że wskutek awarii nie dotarła do mety druga nasza załoga, ale tak bywa w sporcie motorowym.

Reklama

- Jesteśmy na mecie w Dakarze! Jeszcze nie mogę w to uwierzyć - dodaje Jarek Kazberuk. - Te dwa tygodnie dały nam mocno w kość, więc jesteśmy naprawdę zmęczeni. Wiele odcinków specjalnych liczyło około 500 km. Najbardziej dały nam się we znaki krótkie, strome wydmy w drugiej części rajdu, po dniu przerwy. Jednak to tam właśnie wygraliśmy rajd. Nasi rywale kopali się wielokrotnie, a my zaledwie dwa razy. Nasz Ford Raptor, poza problemami ze skrzynią biegów spisał się znakomicie. Myślę, że zaliczyliśmy wspaniały powrót do Afryki!

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy