Orlen Team liczy na dobre wyniki podczas Rajdu Dakar

Już 1 stycznia w Arabii Saudyjskiej ruszy 44. edycja Rajdu Dakar. Na podium liczą zawodnicy Orlen Teamu - Jakub Przygoński oraz Kamil Wiśniewski.

Rajd Dakar rozpocznie się w Nowy Rok w Dżuddzie krótkim prologiem, po czym uczestnicy przejadą do Hail na miejsce startu zasadniczej części pierwszego etapu, co nastąpi dzień później. Metę zaplanowano 14 stycznia w Dżuddzie.

W Orlen Teamie pojadą Przygoński z niemieckim pilotem Timo Gottschalkiem w samochodzie Mini Buggy, motocyklista Maciej Giemza i Wiśniewski. Skład zespołu uzupełnia czeska załoga samochodu Martin Prokop - Viktor Chytka. Wszyscy są bardzo doświadczonymi uczestnikami dakarowych zmagań.

Przygoński wystartuje w Dakarze po raz 13., a po raz siódmy za kierownicą samochodu. Dwukrotnie zajął czwarte miejsce, w tym przed rokiem jadąc Toyotą. Teraz wraca do Mini, którym startował wcześniej.

Reklama

- Mini Buggy z napędem na tylne koła to będzie naprawdę mocna broń. Zdecydowałem się na to auto, bo jest znacznie lżejsze od czteronapędowego Mini, a poza tym z kabiny można regulować powietrze w oponach, gdy jest taka konieczność w zależności od pokonywanego terenu. Na pewno będziemy walczyć o miejsce wyższe niż czwarte - zapewnił Przygoński podczas wirtualnej konferencji prasowej.

Podobny cel ma Wiśniewski, który w Dakarze pojedzie po raz szósty. Także on przed rokiem był czwarty.

- Teraz walczę o podium. I też mam silną broń - tylnonapędowy quad z bardzo mocnym silnikiem. Cały sezon testowaliśmy jego możliwości, sprawdzając każdy element. Wybuchło nam parę silników, wymieniliśmy wiele wahaczy, ale wiemy, na co stać ten sprzęt. Silnik jest tak mocno zmodyfikowany, że pewnie w połowie rajdu będzie go trzeba wymienić z jakąś niewielką karą czasową. To całkowicie nowa konstrukcja, lżejsza o 15 kilogramów, a że ja też schudłem przed rajdem sześć kilogramów, to w sumie 21 mniej masy - podkreślił.

Natomiast takim samym motocyklem jak przed rokiem, Husqvarną, pojedzie Giemza.

- Ja nie zmieniam swojej broni. Przed rokiem miałem pecha na dziewiątym etapie i musiałem się wycofać, ale motocykl świetnie się spisywał. To chyba najlepsza maszyna dostępna na rynku poza teamami fabrycznymi. Mam swoje porachunki z Dakarem i jestem pewien, że tym razem go ukończę. Nie chcę mówić o miejscu, bo ta impreza jest nieprzewidywalna, a konkurencja bardzo ostra. Wystartuje ok. 150 zawodników, w tym około 25 z zespołów fabrycznych" - zapowiedział Giemza, który przed rokiem w wyniku upadku zerwał więzadła barkowe i doznał złamań kości stopy. W tym momencie zajmował 17. miejsce.

Wszyscy podkreślają, że do tak trudnego rajdu jak Dakar należy się bardzo dobrze przygotować fizycznie. Każdy ma na to swój sposób.

- Trening fizyczny to podstawa. Pięć dni w tygodniu biegam, chodzę do siłowni, jeżdżę na rowerze - podkreślił Przygoński.

Giemza i Wiśniewski znaczną część trasy pokonują w pozycji stojącej, dlatego w ich przypadku ważne są mięśnie nóg.

- Właściwie to odpoczywam tylko przez dwa tygodnie po Dakarze. Później dużo siłowni, a ostatnio chodziłem po górach, żeby wzmocnić nogi - zaznaczył Wiśniewski.

Giemza postawił na trening na motocyklu, dlatego ostatnie półtora miesiąca spędził jeżdżąc po piaskach w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

Wiśniewski i Giemza przyznają, że wbrew stereotypowym opiniom w Arabii Saudyjskiej można bardzo zmarznąć.

- Najgorsze są dojazdówki wcześnie rano, gdy temperatura waha się w granicach zera stopni. Ale są na to sposoby, jak ogrzewane rękawiczki, puchówki, itp. Większość z tych rzeczy zdejmujemy przed odcinkiem specjalnym, bo później robi się naprawdę ciepło - tłumaczył Giemza.

Wiśniewski również praktykuje ubieranie się na "cebulkę", ale na radzenie sobie z zimnem ma też inny sposób. "Żeby uodpornić się na niskie temperatury już dwa razy morsowałem. I przed startem w Dakarze zamierzam to zrobić jeszcze raz" - zapowiedział.

Trasa najbliższego Dakaru ma być jeszcze bardziej piaszczysta niż w poprzednich edycjach. Zawodnikom Orlen Team to odpowiada, bo jak zgodnie podkreślają lubią jeździć po wydmach.

Przygoński zwrócił natomiast uwagę na pewną nowość. - Już na początku rajdu odbędzie się dwudniowy etap maratoński, podczas którego nie można korzystać z serwisu. Do tej pory był rozgrywany mniej więcej w połowie rajdu, gdy już wszyscy raczej wiedzieli, czego się można spodziewać po sprzęcie. To dla niektórych zawodników może być duże wyzwanie techniczne, dlatego tak ważne jest, aby od początku wszystko dobrze działało. Ja tu się czuję mocny, bo przez ostatnie trzy miesiące testowaliśmy samochód pod kątem ustawień na poszczególne etapy. Ale na Dakarze jedna rzecz ma wyjątkowo duże znaczenie - szczęście - podsumował

***

PAP/INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: orlen team | Rajd Dakar
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy