Hołek po Rajdzie Nowej Zelandii

Najdłuższa próba Rajdu Nowej Zelandii - blisko 60 kilometrowy odcinek specjalny okazał sie pechowy dla załogi Krzysztof Hołowczyc Łukasz Kurzeja.

Polacy startujący Mitshubishi Lancerem Evo 6 nie osiągnęli mety tej próby. Podczas pokonywania partii zakrętów ich auta opuściło drogę.

Reklama

- Wypadliśmy w miejscu w którym chyba nikt nie chciałby opuścić drogi - mówi Krzysztof Hołowczyc. - Kiedy rozejrzeliśmy się wokół nas nie było kibiców którzy mogli by pomóc wepchnąć nasze auta na drogę. Jednak po dokładnych oględzinach samochodu stwierdziliśmy ze nawet jeśli była by pomoc nasza dalsza jazda raczej nie wchodziła w rachubę. Jedno z kół uległo defektowi. Podjęliśmy trudną i bolesną decyzje - nie jedziemy dalej.

- Bardzo żałuje. Przed drugim etapem miałem spory apetyt na polepszenie swojej pozycji w stawce Production Cars. Zwłaszcza że odcinki tego i następnego etapu bardzo mi leżały. No cóż jak widać Nowa Zelandia w tym roku bardzo surowo potraktowała wszystkich Polaków startujących na jej terenia . Najpierw Łukasz Sztuka, potem Janusz Kulig, ja, a chwilę później Tomek Kuchar - wszyscy nie dotarliśmy do upragnionej mety. Chyba wszystkim nam zabrakło rajdowego szczęścia - powiedział Hołowczyc - Przed nami kolejna eliminacja, Rajd Argentyny - jeszcze nie wszystko stracone.

Na pytanie jak będzie wspominał swój pobyt na Antypodach Hołek powiedział: - Czas spędzony w Nowej Zelandi na zawsze pozostanie w mojej pamięci. Uśmiechnięci i bardzo życzliwi ludzie, piękne krajobrazy i masa zieleni. Momentami czułem się jak w bajce. Chciałbym tu jeszcze kiedyś wrócić...

Kolejny rajd w którym zobaczymy załogę Krzysztof Hołowczyc Łukasz Kurzeja to Rajd Argentyny. Początek zmagań w południowej Ameryce już 9 maja.

Dowiedz się więcej na temat: rajd | Łukasz | hołowczyc | Krzysztof Hołowczyc | hołek

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje