RMF: Zamiast zdawać "Idiotentest", po prawo jazdy pielgrzymują do Polski

Załatwiają formalności, zameldowanie i tłumacza. Wszystko po to, by egzamin na prawo jazdy mogli zdawać w Polsce obcokrajowcy, którzy u siebie utracili uprawnienia za jazdę po alkoholu i narkotykach. Przyjeżdża do nas coraz więcej Niemców, a nawet Austriaków. W ich ściąganiu, jak się okazuje, specjalizuje się część szkół nauki jazdy.

Firmy zajmujące się załatwianiem formalności działają zarówno w Niemczech, jak i w Austrii. Wyłapują tam potencjalnych klientów - osoby, które utraciły prawo jazdy za prowadzenie auta pod wpływem alkoholu czy narkotyków.

Reklama

Na wyrobienie polskiego dokumentu decyduje się coraz więcej zachodnich sąsiadów. Powód jest prosty: u nas jest taniej i łatwiej.

By odzyskać uprawnienia u siebie, muszą zaliczyć badanie psychologiczno-medyczne, w obiegowym języku określane mianem Idiotentest. Pytania tylko z pozoru są proste. Dotyczą m.in. tego, jakie badany ma podejście do popełnionych jako kierowca wykroczeń. Badany musi też określić, jak ocenia swoje umiejętności kierowcy, wyjaśnić, dlaczego wsiadł za kierownicę po alkoholu. Odpowiedzi są skrupulatnie analizowane. Zdaje co dziesiąty. Jedno podejście kosztuje ok. 800 euro. Dlatego klientom zza zachodniej granicy bardziej opłaca się sprawę załatwić w Polsce. Z pomocą spieszą im specjalizujące się w tym firmy.

Klientów mają tak dużo, że pracownicy szczecińskiego WORD-u otwarcie przyznają, że przynajmniej raz w tygodniu mają "dzień niemiecki".

Wtedy z załatwionymi przez pośredników tłumaczami na egzamin stawia się kilku-kilkunastu Niemców. Z zaliczeniem teorii nie mają problemów, bo test jest dostępny w 4 językach, w tym po niemiecku czy angielsku. Firmy, które robią na tym biznes, pomagają też pokonać najtrudniejszą dla obcokrajowców przeszkodę: półroczne zameldowanie w Polsce.

Zdarzało się, że pod jednym adresem, w jednym czasie zameldowanych było 70 Niemców. Na podstawie dokumentów obserwujemy, że jest parę adresów, które taką usługę świadczą - mówi Cezary Tkaczyk, dyrektor WORD-u w Szczecinie.

Szkoły nauki jazdy potrafią też wystawić zaświadczenie, z którego wynika, że cały kurs Niemiec odbył w ciągu tygodnia czy dwóch. Także tłumacze, którzy asystują podczas egzaminów praktycznych, to wciąż te same osoby, załatwiane przez szkoły nauki jazdy. Egzaminatorzy z WORD-u musieli sami poduczyć się niemieckiego, zdarzało się bowiem, że tłumacz kursantowi podpowiadał.

Zdawalność kursanci zza granicy mają podobną jak Polacy, natomiast częściej się zdarza, że do egzaminu przystępują pod wpływem alkoholu - dodaje dyr. Tkaczyk. W ubiegłym roku było kilka takich przypadków.

Zjawisko zauważyły też niemieckojęzyczne media. Piszą m.in. o 150 osobach z Tyrolu, które legitymują się już polskimi prawami jazdy. Niemcy i Austriacy dokument ten próbują też zdobyć w Czechach i na Węgrzech. 

(j.)

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje