Witamy w przedsionku piekła!

Kawasaki Z 1000 nr 2 oferuje lepszą stabilność niż pierwsza wersja i ABS w opcji. Czy piekielnemu wyglądowi i groźnemu spojrzeniu może towarzyszyć niebiańska przyjemność z jazdy?

Świat tonie w deszczu iskier. Lśni czerwono-pomarańczowe płynne żelazo. Planeta płonie.

Reklama

Witamy w przedsionku piekła. Zachęcający do kupna modelu Kawasaki Z 1000 internetowy spot reklamowy nieprzypadkowo nakręcono w hucie stali. Także realistyczny obraz ma coś w sobie. Białe spienione fale turkusowo-błękitnego Atlantyku pędzą w stronę czarnego, stromego zbocza wulkanu. Rozszalałe bałwany uderzają z hukiem, niczym kafary. Witamy na hiszpańskiej wyspie Fuerteventura. Nagle wyłania się całkiem prawdziwy Z 1000. Motocykl, który wstrząsa, zachwyca, który jak na japońskiego naked bike'a jest wyjątkowo stylowy i bardzo sportowy.

Pierwszy Z 1000, który miał premierę w roku 2003, pozwolił Kawasaki odzyskać pewność siebie. Powściągliwy w formie, okazał się wielkim sukcesem. Model roku 2007 powinien przedłużyć czas świetności tego modelu. Wszystko wskazuje, że ma na to duże szanse. Gdyby skończyło się na drobnej kosmetyce, rzeczy byłaby bardzo wątpliwa. Zmiany są jednak dużo większe niżby się na pierwszy rzut oka wydawało. Wizualnie podobny, jednak całkiem inny. Z 1000, z nowym fluorescencyjnym lakierem w kolorze perłowo-ognistej pomarańczy, na pewno nie znajdzie wielu krytyków. Sprawia wrażenie

niezwykle dynamicznego. Ale producent nie tylko odświeżył i wygładził sylwetkę. Zmiany dotyczą też przebiegu momentu obrotowego. Czterocylindrowiec odpala błyskawicznie i już po chwili ładnie wchodzi na obroty. Nieszczególnie udane wydaje się mechanicznie sterowane sprzęgło - trudno się je dozuje, a dźwignia chodzi ciężko. Drugi, trzeci, czwarty bieg wchodzą trochę sztywno.

Dowiedz się więcej na temat: pieczenie | piekło | silnik | przyjemność | motocykl | Kawasaki

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama