Turbodziura była przeogromna...

Fatalna pogoda. Zimno, mokro i nieprzyjemnie. Mój pierwszy raz za kierownicą Maserati.

Dzień, w którym dostałem kluczyki do najtrudniejszego w prowadzeniu auta, jakim kiedykolwiek jeździłem. Tak, to prawda, ten pierwszy raz pamięta się przez całe życie.

Reklama

GranTurismo było srebrne i stuningowane w niemieckiej firmie Modena Performance. To jeden z nielicznych adresów, gdzie można przerobić samochody włoskiej marki. Model 3200GT przez dołożenie podwójnego turbodoładowania miał podniesioną moc silnika do ponad 500 KM. Turbodziura była przeogromna.

Wciskało się gaz do podłogi i... można było spokojnie odliczyć do trzech. Potem 500 koni mechanicznych agresywnie budziło się do życia. Opony zrywały przyczepność nawet na czwartym biegu! Maserati ślizgało się po całej drodze, a włos jeżył się na głowie. Emocje mieszały się ze strachem. To była lekcja pokory i włoskiego dla zaawansowanych.

Upłynęło sporo czasu, jednak przygodę z mocarnym 3200GT pamiętam, jakby to było wczoraj. Ostatnio Modena Performance zaprezentowała zupełnie coś nowego, więc nadarzyła się znakomita okazja, żeby znowu odwiedzić okolice Frankfurtu. Na mały zastrzyk adrenaliny zawsze jest czas.

Tym razem chodzi o tuning modelu 4200GT. Wystarczą liczby, by przekonać do tego samochodu: 551 KM mocy, dwa kompresory, prędkość maksymalna powyżej 300 km/h i przyspieszenie do setki... tego firma nie podaje. Czyżby znowu czekały mnie wyjątkowe emocje?!

Maserati 4200GT to piękne, klasyczne GranTurismo. Linie nadwozia są spokojne, ale wyraziste. To nie jest typowy Włoch, który swoimi wypolerowanymi na połysk butami i nażelowanymi włosami próbuje za wszelką cenę zwrócić na siebie uwagę. O dziwo, to Maserati ma w sobie raczej coś z powściągliwości Anglika. Klasyczne coupé w najlepszym wydaniu. Jedyne, czego mi brakuje, to tylnych świateł w kształcie bumerangów, które miał poprzednik. Te wyglądają jak dwa naleśniki.

Modena Performance od siebie dodała niewiele, jednak wystarczająco, żeby nadać nowy charakter temu wyjątkowemu coupé. Wlot powietrza z il tridente (trójzębem), obniżona karoseria, mocniej wyprofilowane progi nadwozia, 19-calowe felgi BBS i charakterystyczne paski przez środek karoserii - to wystarczy. W środku dzieje się jeszcze mniej. Tak naprawdę wszystko zostało z seryjnego modelu. Jest dużo skóry, trochę karbonu i szereg smakowitych detali. Liczy się bardziej komfort i klimat niż sportowe ambicje.

Dowiedz się więcej na temat: układ | emocje | szczęście | silnik | performance | pierwszy raz | maserati

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama