Tęczowe sztandary

Gdyby brać pod uwagę wyłącznie statystyki, okazałoby się, że dwaj najsłynniejsi polscy geje to Bogusław Linda i Szymon Majewski.

Rozbawił mnie niedawno felieton pewnej Amerykanki, która żaliła się, że nie może znaleźć faceta, bo wszystkie jej znajomości kończą się po pierwszej randce. Po wielu zapłakanych wieczorach oraz godzinach spędzonych u psychoanalityka, pani doszła do wniosku, że problem leży nie po jej stronie, lecz auta, którym jeździ. Subaru Forester. Odkąd w reklamie tego modelu wystąpiła Martina Navratilova, firmując dwuznaczne hasło "To nie nasz wybór, tak zostaliśmy stworzeni", samochód zyskał w Stanach Zjednoczonych pieszczotliwy przydomek "Lesbaru".

Reklama

Badania potwierdzają, że marka auta, którym poruszają się panowie Linda i Majewski (każdy swoim, żeby nie było niedomówień) to ulubiony brand homoseksualistów. Aż 45% z nich stwierdziło, że postrzegają japońskiego producenta jako przyjaznego kochającym inaczej (drugie miejsce: VW, 9% głosów). Nie oznacza to jednak, że dokonując motoryzacyjnych zakupów, geje pozostają wierni swoim deklaracjom - w salonach większość z nich wybiera Saaba, lesbijki za to kochają Jeepy.

Według szacunków w 2012 roku siła nabywcza światowej populacji homoseksualistów przekroczy 2 biliony dolarów. Statystyki dowodzą, że gejowscy klienci należą do wyjątkowo lojalnych wobec marek, które im sprzyjają. Do tego zwykle nie posiadają dzieci, więc są naturalną grupą odbiorców dla aut niszowych: dwumiejscowych roadsterów, kabrioletów itd. Biorąc te dane pod lupę, producenci samochodów doszli do wniosku, że w trudnych czasach geje mogą stać się bardzo poważną siłą, wspomagającą wydobywanie branży z kryzysowej zapaści. Nic dziwnego, że nad działami marketingu podupadających koncernów natychmiast załopotały tęczowe flagi. Zwłaszcza w USA. A jeszcze kilka lat wcześniej linie American Airlines, po locie wyczarterowanym przez uczestników parady gejowskiej, kazały spalić pokrowce na zagłówki w obawie przed egzotycznymi chorobami, o jakie podejrzewano pasażerów.

Teraz, dla odmiany, geje są cacy. General Motors w ankietach satysfakcji konsumenckiej od jakiegoś czasu przemyca pytanie o orientację seksualną. Od kilku lat w firmie działa również gejowska speckomórka zwana GM Plus, która ma m.in. doradzać zarządowi, w jaki sposób lepiej docierać do klientów kochających inaczej. Jedna z inicjatyw to sponsorowanie Dnia Szybkich Randek, towarzyszącego homo-paradzie w Detroit. W trakcie tej imprezy gejowskie pary poznają się podczas konwersacji, odbywających się - zamiast za kawiarnianym stolikiem - wewnątrz samochodów koncernu. GM jest również jednym z głównych reklamodawców portalu gaywheels.com, internetowej przystani dla "tęczowych" miłośników motoryzacji.

Za przykładem GM podążają inni. W jednej z reklam Golfa pojawiło się dwóch jednoznacznie zorientowanych przystojniaków, a spoty puszczane były w przerwach bardzo popularnego w USA "Ellen DeGeneres Show", którego gospodyni jest znaną gejowską aktywistką. Avis proponował darmową możliwość korzystania z wypożyczanych aut partnerom swoich homoseksualnych klientów. Subaru sponsoruje kalifornijską paradę rowerzystów, odbywającą się pod sztandarem walki z AIDS. Volvo udostępnia auta na paradę gejów w LA. I tak dalej.

A co na to sami zainteresowani? Zdania są podzielone. Jedni są zachwyceni, inni krytykują cynizm koncernów motoryzacyjnych. "Założenie, że większość gejów to bogaci, biali, dobrze sytuowani, próżni faceci z dużych miast, jest głupie, fałszywe i obraźliwe" - napisał na swoim blogu jeden z internautów.

Motoryzacyjnym marketingowcom dostaje się również z innej strony. Parę lat temu chrześcijański Związek Rodzin Amerykańskich wymusił na Fordzie wstrzymanie publikacji reklam Land Rovera i Jaguara w pismach gejowskich. Pojawiają się też głosy, że "homo- reklamy" mogą zagrozić wizerunkowi marek w oczach heteroseksualnych odbiorców. W jednym ze spotów nowego Chevroleta Camaro wystąpili dwaj umorusani pianą chłopcy w kąpielówkach, którzy radośnie szorują swoje nowe auto. Na reakcję tzw. prawdziwych mężczyzn nie trzeba było długo czekać. "GM, wy bando idiotów, od tej pory każdy normalny facet, który marzył o Camaro, a nie Gaymaro, poszuka sobie innego samochodu" - pisze jeden z internautów. Inny wtóruje: "Tydzień temu kupiłem ten samochód i teraz muszę go sprzedać, bo każdy patrzy na mnie jak na pedzia. Chyba pozwę GM do sądu".

Czytając podobne wpisy, zastanawiam się, co by było, gdyby któregoś dnia w reklamach emitowanych w Polsce wystąpili Tomasz Raczek, Jacek Poniedziałek albo Tomasz Jacyków? Chciałbym wtedy zobaczyć miny wszystkich naszych pseudo-twardzieli szalejących po drogach, którzy dostają homofobicznej wysypki na samą myśl o tym, że ktoś mógłby uznać ich wypieszczoną "subarynę" albo utytłanego w błocie Jeepa za pedalskie auto. Bezcenne. Marcin Prokop.

Tekst pochodzi z miesięcznika Auto Moto.

Dziekujezaa4.pl

Dowiedz się więcej na temat: sztandar | majewski | auto | Auta | geje | statystyki

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje