Tata. Na końcu czeka sukces?

Jedni są niewolnikami schematów z podręczników ekonomii, działają pod dyktanto rad nadzorczych, oczekiwań udziałowców, notowań akcji na giełdach papierów wartościowych. Długo analizują każdą decyzję, są do bólu racjonalni i ostrożni. Inni mają w nosie dobre rady księgowych i chłodną kalkulację...

Działają z fantazją i rozmachem, często jakby na przekór zdrowemu rozsądkowi i zasadom prowadzenia biznesu.To oni jednak wytyczają nowe ścieżki. Nie oglądając się na rachunek zysków i strat, popychają świat do przodu. I nieważne, że różnie kończą, by przypomnieć smutny los Kim Woo Chunga, twórcy niegdysiejszej potęgi koreańskiego koncernu Daewoo.

Reklama

Do grupy biznesmenów-wizjonerów z pewnością należy Ratan Naval Tata, 73-letni dziś, bajecznie bogaty hinduski przemysłowiec, prezes Tata Group, największej na subkontynencie indyjskim prywatnej korporacji, od 2004 r. notowanej, jako pierwszy "podmiot gospodarczy" z tej części Azji, na giełdzie papierów wartościowych w Nowym Jorku.

Od hutnictwa po produkcję herbaty

Tata Group jest spadkobiercą tradycji firmy, założonej przez Jamsedjiego Tatę, dziadka Ratana Navala. Działa w wielu obszarach, od hutnictwa stali, poprzez telekomunikację i hotelarstwo aż po produkcję herbaty (popularna marka Tetley). W świecie zasłynęła jednak szczególnie ze śmiałych posunięć w branży motoryzacyjnej.

Powiedzmy od razu, że nie jest w tej dziedzinie nowicjuszem. Pierwszy pojazd wyprodukowała jeszcze w 1954 r. (przy współpracy z Daimler Benz AG). W 1961 r., wysyłając partię ciężarówek na Cejlon, stała się eksporterem samochodów.

Pierwszy rodzimej produkcji samochód osobowy - tata sierra - zaprezentowano jednak dopiero 30 lat później, w 1991 r. W 1998 r. na rynku pojawił się SUV tata safari oraz hatchback o nazwie indica, który okazał się wielkim przebojem - już w pierwszym tygodniu po premierze wpłynęło 115 tys. w pełni opłaconych zamówień na ten model.

W 2005 r. firma Tata zawiązała spółkę joint venture z Fiatem, w celu rozpoczęcia wspólnej produkcji samochodów i silników. Prawdziwe sensacje przyniósł jednak rok 2008. Wtedy to gruchnęła wieść, że Tata Motors kupuje od Forda legendarne brytyjskie marki motoryzacyjne - Jaguar i Land Rover.

A w New Delhi zaprezentowano pojazd tata nano, okrzyknięty "indyjskim volkswagenem", samochodem dla ludu, najtańszym samochodem świata. Zgodnie z założeniami miał on kosztować 100 tys. indyjskich rupii (netto, bez lokalnych podatków), czyli, przeliczając po aktualnym kursie, nieco ponad 6,6 tys. zł.

Podaż nie nadąża za popytem

W Indiach nano rzeczywiście cieszy się ogromnym zainteresowaniem. Podaż nie nadąża za popytem. Przyjmowane są zapisy i przedpłaty, a kolejność zakupu z listy oczekujących ustala się poprzez losowanie (skąd my to znamy i pamiętamy...).

"Najtańszy samochód świata" ma być oferowany również w Europie, gdzie zapewne, po niezbędnym doposażeniu i słonym opodatkowaniu, nie będzie aż tak tani. Jak zostanie przyjęty? Cóż, Europejczycy do produkowanych w krajach azjatyckich samochodów podchodzą początkowo bardzo nieufnie. Tak było przed laty z autami japońskimi, później z koreańskimi. Można sądzić, że podobną drogę będą musiały przebyć również pojazdy indyjskie. Czy na końcu czeka je sukces taki, jaki stał się udziałem Toyoty, Kii czy Hyundaia? Trudno powiedzieć.

Kusi nie tylko ceną

Na razie widać, że Tata stara się uniknąć błędów, popełnianych przez poprzedników. Nowość z ostatnich tygodni, tata indica vista, zaprojektowana przez Europejczyków w firmowym centrum badawczo-rozwojowym w Wielkiej Brytanii, została skrojona wyraźnie pod gusta nabywców z naszego kontynentu. Do tego kusi ich nie tylko ceną, ale także atrakcyjnymi warunkami gwarancji.

Polacy z wytworami indyjskiego przemysłu motoryzacyjnego mieli do czynienia już przed dwiema dekadami, poprzez produkowany w tym kraju i dość popularny nad Wisłą samochód suzuki maruti. Do pojazdów Tata Motors podeszli jednak ostrożnie. Żaden z oferowanych modeli: indica, indigo, safari, xenon, choć sprzedają się nieźle, nie stał się u nas na razie hitem. Nano, którego sprzedaż w Polsce - jak nas poinformował Kazunori Onishi, szef Marubeni Motors Poland, czyli dystrybutora samochodów Tata - ma rozpocząć się w przyszłym roku, ma na to zdecydowanie większe szanse. Podobnie jak wprowadzana właśnie na nasz rynek wspomniana indica vista, bardzo dobrze wyposażone auto za stosunkowo niską cenę.

Dla Tata Motors Polska jest z jednej strony rynkiem peryferyjnym, z drugiej jednak ważnym, bo stanowiącym jeden z przyczółków w Europie (stąd pomysł na zainwestowanie w FSO).

Cel rysuje się wyraźny...

Firma chwali się niebywałą dynamiką wyników ekonomicznych. W lipcu 2010 r. sprzedała na całym świecie, a konkretnie tam, gdzie jest obecna, o ponad 40 proc. więcej samochodów osobowych niż w analogicznym miesiącu roku ubiegłego. W liczbach bezwzględnych - 50,1 tys. sprzedanych aut, a tym 19,4 tys. jaguarów i landroverów - nie wygląda to już tak imponująco.

Przed Ratanem Navalem Tatą i jego ludźmi jeszcze sporo pracy, ale cel rysuje się wyraźny...

Korespondencja własna z Indii - Bombaj 2010

Dowiedz się więcej na temat: Michał Czekaj | dobre rady | nano | tata motors

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje