Tak wygląda polskie superauto!

Trzy lata temu motoryzacyjne media obiegła sensacyjna wiadomość. Grupka polskich zapaleńców wzięła się za budowę supersamochodu.

Nadzieje i oczekiwania były ogromne, ale nauczeni doświadczeniem takich konstrukcji, jak chociażby Clic, raczej nieufnie podchodziliśmy do tego tematu. Niestety, wkrótce okazało się, że nasze pesymistyczne wizje zaczęły się sprawdzać. Notowana na NewConnect spółka VENO S.A., będąca właścicielem 76 proc. akcji w Arrinera Automotive S.A. (dawniej Veno Automotive), zaczęła tracić.

Reklama

Wpływ na spadek kursu VENO S.A. miała sytuacja na światowych rynkach, kiedy to m.in. groźby bankructw zawisły nad największymi koncernami motoryzacyjnymi w USA, wspartymi ostatecznie przez rząd USA. Obecnie Arrinera Automotive jest na etapie przygotowań do debiutu na NewConnect.

Gdy już wydawało się, że auto dosięgnie fatum zdające się ciążyć nad polską motoryzacją, sprawy nabrały nieoczekiwanego obrotu. Polakom udało się namówić do współpracy legendarnego brytyjskiego konstruktora - Lee Noble'a - który w zamian za swój wkład w rozwój projektu, objął akcje wywodzącej się z firmy Arrinera Automotive (po zmianie nazwy z chwilą wybrania marki dla samochodu na Arrinera). Warto przypomnieć, że słynny Anglik zbudował do tej pory około 2 tys. różnych sportowych bolidów, wśród nich legendarną Ultimę GTR.

Co ważne, rola Noble'a nie ogranicza się do użyczenia własnego nazwiska w celach promocyjnych - brytyjski konstruktor otrzymał zadanie wyprodukowania wersji przedprodukcyjnej Arrinery.

9 czerwca br. marzenia wielu Polaków zdołały się zmaterializować. Na zamkniętej, przeznaczonej dla akcjonariuszy oraz inwestorów firmy Arrinera Automotive imprezie, zaprezentowano gotowy prototyp auta, które ochrzczono mianem Arrinera. Chociaż po wykonaniu takich detali, jak np. uszczelki widać, że od wersji produkcyjnej wciąż dzieli nas jeszcze długa droga, trzeba przyznać, że zbudowanie prototypu w trzy lata to duże osiągnięcie.

Na tym jednak nie koniec. Niedawno dostaliśmy pierwsze zdjęcia i film przedstawiający zaprezentowany w czerwcu prototyp w ruchu! To niezwykle ważne wydarzenie z marketingowego punktu widzenia. Polska Arrinera nie jest bowiem jedynie statyczną makietą, ale pełnoprawnym, posiadającym tablice rejestracyjne, samochodem!

Docelowo auto napędzane będzie ośmiocylindrowym silnikiem o pojemności 6,2 l, który znaleźć można m.in. pod maską Corvette ZR1. Jednostka otrzymała jednak mechaniczną sprężarkę Eaton, dzięki której moc maksymalna wzrosła do 647 KM. Maksymalny moment obrotowy to aż 816 Nm. Niestety, osiągi ani dokładna specyfikacja techniczna auta, nie są jeszcze znane. Firma chwali się jedynie, że w układzie hamulcowym jako opcję można będzie zamówić ceramiczne tarcze, a jazdę w nocy ułatwiać ma kierowcy kamera termowizyjna.

Ze wstępnych informacji wynika, że wersja produkcyjna Arrinery może pojawić się jeszcze przed końcem przyszłego roku. Produkcja będzie się prawdopodobnie odbywać w Polsce. Obecnie trwają rozmowy z dwoma podwykonawcami, a sam projekt powoli urasta do narodowego projektu motoryzacyjnego, gdyż z szefami firmy Arrinera Automotive planuje się spotkać we wrześniu wicepremier i minister gospodarki Waldemar Pawlak Chociaż termin wydaje się mocno optymistyczny, trzymamy kciuki!

Z ostatniej chwili: lada dzień ma się dobyć profesjonalna sesja zdjęciowa oraz nagrywanie klipu reklamowego, który będzie kręcony przez zawodowców z dużym doświadczeniem. Ujęcia filmowe będą także nagrywane z helikoptera. Oprócz tego ma się ukazać tzw. "making of" pokazujący, jak powstawał klip samochodu.

Dowiedz się więcej na temat: wiadomość

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje