Stałeś w korku?

Polacy wrócili z długiego weekendu Długie korki tworzyły się na drogach całego kraju w niedzielę. W związku z powrotami z wypoczynku, ruch na głównych trasach wzmagał się z każdą chwilą.

W Warmińsko-Mazurskim doszło do śmiertelnego wypadku. Niedaleko Elbląga zginął 58-letni Gdynianin - kierowca toyoty, który wyprzedzał na podwójnej ciągłej linii i zderzył się z terenowym nissanem. Kierowca nissana trafił do szpitala.

Reklama

Na popularnej Zakopiance sytuacja była dużo lepsza w porównianiu z poprzednim długim weekendem majowym. Przy wyjeździe z Zakopanego kierowcy nie napotykali żadnych utrudnień. Goście stolicy Tatr bardzo spokojnie i systematycznie wracali do domów. Na całej trasie do Krakowa korki tworzyły się jedynie w Myślenicach, przy budowanym wiadukcie, a także na kolejnych zwężeniach na odcinku do Krakowa. W zależności od nasilenia ruchu kolejki sięgały od pięciuset metrów do dwóch kilometrów.

Korkowały się także drogi wjazdowe do Wrocławia. Najgorzej sytuacja wyglądała na węźle bielańskim - tuż przed wjazdem do Wrocławia. Na jedną wjazdową drogę do centrum miasta wjeżdżali kierowcy z autostrady A4, z krajowej drogi nr 8 od strony czeskiej granicy w Kudowie, i trasy nr 35. To powodowało, że korek przed pierwszymi światłami chwilami sięgał do samych Bielan. W tym miejscu trzeba było odstać nawet pół godziny; objazdu nie zorganizowano, pozostalo więc karnie stać w korku i czekać. Próby objechania zatorów osiedlowymi uliczkami na niewiele się zdały; bo i tam tworzyły się korki.

Ruch rósł z każdą chwilą również przy wjeździe do Poznania. Wielu turystów dopiero wieczorem wyruszyło w drogę powrotną znad Bałtyku. Zatory tworzyły się też na drogach wjazdowych do stolicy.

Dowiedz się więcej na temat: długie | korki

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje