Produkcja nowej pandy zagrożona

Przyszłość wielkich inwestycji Fiata we Włoszech stanęła pod znakiem zapytania - podkreślają w niedzielę komentatorzy włoskiej prasy.

Tak interpretują sobotni wyrok sądu pracy w Turynie, który orzekł, że dyrekcja koncernu złamała prawa związkowe. Media informują o decyzji dyrekcji dotyczącej zamrożenia inwestycji we Włoszech, szacowanych na 20 miliardów euro.

Reklama

Z drugiej strony włoski sąd pracy uznał za legalne porozumienie, zawarte przed rokiem przez kierownictwo Fiata z kilkoma związkami zawodowymi, na temat restrukturyzacji zakładu w Pomigliano d'Arco w Kampanii na południu Włoch, dokąd przeniesiona została produkcja nowego modelu samochodu panda. Umowę, przewidującą zainwestowanie w ten przestarzały zakład 700 milionów euro, zaskarżył radykalny lewicowy związek metalowców Fiom - jedyny, który jej nie podpisał.

"Corriere della Sera" podkreśla, że sąd zaakceptował kontrakt w sprawie modelu rozwoju zakładu w Pomigliano d'Arco. Zakłada on nie tylko modernizację zakładu, ale reorganizację pracy i zaostrzenie dyscypliny pracowniczej, by zakład, w którym notowano wysoką absencję, był bardziej wydajny i by można było w nim zrealizować plany produkcji nowej pandy.

Związek Fiom, należący do największej we Włoszech centrali związkowej, lewicowej Cgil, zarzucał dyrekcji postępowanie niezgodne z konstytucją, bo za takie uznał zwiększenie dyscypliny, a ponadto oskarżył o łamanie praw związkowych.

Umowa strony związkowej z koncernem przewidywała, że związek, który jej nie podpisał, nie może mieć swojej reprezentacji w zakładzie. I właśnie to postanowienie sąd pracy uznał za złamanie statutu pracowniczego i orzekł, że przedstawiciele wykluczonego związku mają powrócić do fabryki w Kampanii. Związek Fiom uznał to za swoje zwycięstwo.

Dyrekcja Fiata zapowiedziała zaś złożenie odwołania od tego orzeczenia. Minister pracy Maurizo Sacconi wezwał natomiast związek Fiom, który bojkotuje umowę o warunkach produkcji nowej pandy, by "wszedł na drogę współpracy" z koncernem. Centrowa centrala związkowa Cisl wyraziła zaś opinię, że od tej pory Fiom "nie ma więcej alibi".

Gazety informują, że dyrektor generalny Fiata Sergio Marchionne, autor wielkiego projektu rozwoju włoskich fabryk firmy i wielomiliardowych inwestycji w Italii, bardzo źle przyjął orzeczenie sądu pracy, nakazujące powrót związku metalowców do zakładu w Pomigliano d'Arco. Powiązana z Fiatem turyńska "La Stampa" podkreśla, że w oczekiwaniu na wyjaśnienia całej sytuacji koncern skłania się ku zamrożeniu inwestycji we włoskie zakłady, między innymi w fabrykę Mirafiori.

Dziennik "La Repubblica" twierdzi, że Marchionne podjął decyzję o zawieszeniu wszelkich inwestycji we Włoszech do czasu przeanalizowania przez dyrekcję, jaki wpływ na przyszłość koncernu może mieć powrót przedstawicielstwa Fiom-Cgil do działającego już na nowych zasadach zakładu na południu kraju.

W Turynie - zauważają obserwatorzy - nie kryje się bowiem obaw, czy metalowcy nie będą dalej próbowali storpedować planów Fiata, który postanowił wyłożyć 20 miliardów euro na włoskie fabryki, by je unowocześnić i uczynić bardziej konkurencyjnymi oraz by zwiększyć krajową produkcję samochodów.

Rzymska gazeta zastanawia się, co będzie dalej z Fiatem i zauważa, że firmie trudno byłoby teraz zrobić krok wstecz w sprawie zakładu w Pomigliano d'Arco. Przypomina przy okazji, że koncern przeniósł tam produkcję pandy z zakładu w Tychach "mając trochę problemów z polskimi związkami zawodowymi".

Plany, dotyczące produkcji w fabryce koło Neapolu, przewidują, że będzie ona produkować rocznie 270 tysięcy tych modeli auta. Jego premiera ma odbyć się już na salonie samochodowym we Frankfurcie nad Menem.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: zagrożeni | prasy | Fiata | W.E.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje