Opłaty za drogi? Szef Mercedesa. "To zabieg populistyczny"

Plany rządu Niemiec wprowadzenia opłat dla kierowców samochodów osobowych za przyjazd autostradami dyskryminują obcokrajowców i są niezgodne z prawem UE. Do takiego wniosku doszło biuro analiz naukowych Bundestagu - podał "Bild am Sonntag".

W 23-stronnicowej opinii eksperci niemieckiego parlamentu uzasadniają, że planowane myto stanowi "pośrednią dyskryminację" obywateli UE. Opłaty pogorszyłyby także sytuację zagranicznych firm kurierskich - pisze "Bild" w niedzielnym wydaniu.  
Niemiecki minister transportu Alexander Dobrindt (CSU) przedstawił na początku lipca plan wprowadzenia opłat za korzystanie przez kierowców samochodów osobowych z sieci dróg w Niemczech. W praktyce płaciliby tylko cudzoziemcy. Rząd chce wprowadzić opłaty od 2016 roku.  

 Rzecznik ministerstwa transportu zarzucił autorowi raportu "merytoryczne błędy", prowadzące do całkowicie błędnych wniosków. Projekt ustawy o mycie będzie "całkowicie zgodny z unijnymi przepisami" - zapewnił rzecznik, cytowany przez agencję dpa.     

Reklama

 Założeniem planu są opłaty za korzystanie z wszystkich dróg, nie tylko autostrad. Płacić musieliby zarówno Niemcy, jak i obcokrajowcy, ale obywatele niemieccy mieliby rekompensatę w postaci obniżenia podatku od samochodów. Minister oczekuje przychodów rzędu 2,5 miliarda euro w ciągu czterech lat. Środki te miałyby być w całości przeznaczane na budowę dróg. Roczna opłata ma być uzależniona od pojemności silnika oraz od czystości spalin i wynieść średnio 88 euro.    Eksperci Bundestagu zwracają uwagę, że zasada, iż wysokość rocznej opłaty zależy od pojemności silnika, wieku auta i emisji spalin, ma w przypadku zakupu winiety na stacji benzynowej obowiązywać tylko niemieckich kierowców. Zagraniczny kierowca samochodu z silnikiem na benzynę - niezależnie od modelu pojazdu - zapłaci na  stacji 103,04 euro, podczas gdy właściciel dopuszczonego do ruchu w Niemczech samochodu VW Polo 1.2 TSI zapłaci tylko 24 euro. W przypadku zakupu winiety w internecie ceny są zróżnicowane w zależności od rodzaju pojazdu.      

 Przewodniczący zarządu koncernu motoryzacyjnego Daimler Dieter Zetsche skrytykował plany wprowadzenia opłat jako "zabieg populistyczny". Odpowiadanie sąsiadom, gdzie istnieją takie opłaty "pięknym za nadobne" jest błędem - powiedział. Zetsche opowiedział się za przyjęciem europejskiego rozwiązania. Niemcy nie powinni - jego zdaniem - działać na własną rękę.      

 Przeciwne opłatom są także władze krajów związkowych położonych nad granicą z Polską i Czechami. Domagają się zwolnienia z myta turystów, obawiając się, że w przeciwnym razie spadnie liczba gości zagranicznych, co będzie miało negatywne skutki ekonomiczne.  

 Myto dla kierowców samochodów osobowych było jednym z głównych punktów wyborczego programu bawarskiej CSU. CDU i SPD były początkowo przeciwne, jednak w negocjacjach koalicyjnych ustąpiły partnerowi z Bawarii, który uzależniał decyzję o wejściu do rządu od zgody na opłaty.   

PAP
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy