Miejsce do parkowania to luksus!

Znowu słychać zapewnienia o rychłej zmianie statusu dróg wewnętrznych, które odtąd byłyby traktowane tak samo jak drogi publiczne.

Nowe przepisy umożliwiłyby policji i straży miejskiej interweniowanie, gdy samochody parkujące na osiedlowych uliczkach blokują skrzyżowania, zagrażają pieszym czy niszczą zieleńce. Obecnie obowiązujące prawo na to nie pozwala.

Reklama

Jako kierowcy, nie zamierzamy oczywiście nalegać na przyspieszenie prac legislacyjnych w tym zakresie. Jako obywatele, możemy dziwić się, dlaczego trwają one tak długo...

Bo grunt jest cenie...

To fakt, zmorą współcześnie budowanych osiedli mieszkaniowych jest ciasnota. Kosmiczne ceny działek powodują, że deweloperzy starają się wykorzystać pozyskany dużym kosztem teren do maksimum. Budynek koło budynku, wąskie drogi i chodniki, dotkliwy brak miejsc parkingowych, które nie są już dobrem ogólnodostępnym, lecz przedmiotem komercyjnego obrotu. Niestety, nie każdy przytłoczony ogromnym kredytem nabywca mieszkania decyduje się na wydanie dodatkowych kilkunastu lub więcej tysięcy złotych na kupno paru metrów kwadratowych dla swojego samochodu. To musi rodzić konflikty.

W beznadziejnej sytuacji są goście odwiedzający nowe osiedla, zwłaszcza enklawy odgrodzone od świata szlabanami. Tam każde miejsce postojowe jest zarezerwowane, opłacone i wara od niego obcym.

Piesi mają pretensje do zmotoryzowanych o zatarasowane chodniki, użytkownicy podziemnych parkingów zarzucają tego luksusu pozbawionym, że swoimi autami blokują wyjazd z garażu. Wszyscy wszystkich obwiniają o łamanie przepisów ruchu drogowego.

Policjanci i strażnicy miejscy twierdzą tymczasem, że mają związane ręce. Przepisami Kodeksu drogowego, które nie pozwalają im na interwencje poza drogami publicznymi. A większość osiedlowych uliczek to tzw. drogi wewnętrzne.

Przepisy są!

To jednak tylko część prawdy, bowiem spore możliwości działania służbom porządkowym stwarza Kodeks wykroczeń. Konkretnie jego artykuł 92, który mówi o karaniu osób, nie stosujących się do znaków drogowych. Bo nie ma w nim ani słowa na temat statusu drogi, na której taki znak jest ustawiony. Artykuł 97, w którym mowa jest o wykroczeniach "przeciwko innym przepisom o bezpieczeństwie lub o porządku ruchu" (czyli np. o zakazie parkowania zbyt blisko skrzyżowań czy na trawnikach), został już jednoznacznie przez ustawodawcę ograniczony do dróg publicznych. Absurd. Trudno dziś orzec, czy wynikający ze zwykłej pomyłki czy z rozmyślnej chęci pozostawienia w prawie takiej luki.

Tak czy inaczej, zamiast miesiącami deliberować nad nowelizacją Kodeksu drogowego, wystarczyłoby we wspomnianym artykule 97 Kodeksu wykroczeń usunąć zapis o drogach publicznych.

Tylko co w ten sposób załatwimy? Owszem, posypią się mandaty, na kołach źle zaparkowanych samochodów pojawią się blokady, mnóstwo roboty będą miały firmy, usuwające zawalidrogi. Walcząc ze skutkami, nie zlikwidujemy jednak przyczyn obecnych problemów, czyli ciasnoty osiedlowej zabudowy, powodującej, że prawie każde miejsce parkingowe jest zarezerwowane albo niezgodne z przepisami. Wielu właścicieli samochodów stanie przed wyborem: lekceważyć przepisy, narażając się na kary lub zrezygnować z posiadania własnego auta. Nie łudźmy się, że zdecydują się na to drugie rozwiązanie...

Oceń swoje auto. Wystarczy wybrać markę... Kliknij TUTAJ.

Dowiedz się więcej na temat: luksus

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje