Masz legitymację? Możesz pić i jechać

Piszę do Was kolejny raz, tym razem nie siląc się na dowcip i śmieszne prowokacje dla małoletnich internautów, tak licznie wyżywających się na forach po moich poprzednich listach.

Problem dotyczy alkoholu i jazdy autem pod jego wpływem.

Reklama

W sobotę byłam na dużej imprezie, zorganizowanej przez moich przyjaciół z okazji ich rocznicy ślubu (szczęściarze, tyle lat razem).

Było sporo znajomych, bawiłam się nieźle, zwłaszcza, że muzyka do tańca nie płoszyła nawet wyrobionych muzycznie osób.

Pojechałam taksówką, bo choć nie piję prawie wcale, wolałam jednak nie kusić losu.

Jakież było moje zdziwienie, gdy po imprezie większość osób, które widziałam z drinkiem w ręku, wsiadła do swoich aut.

Ja piłam tylko wodę mineralną i byłam jedyną trzeźwą osobą wśród znajomych mi 20 osób, z których co najmniej dziewięć przyjechało własnymi autami.

Na moje sugestie, by jednak zostawili auta i do domów pojechali taksówkami usłyszałam tylko śmiech i poczułam zmasowany atak pseudo-dowcipów i kąśliwych uwag, że zrzędzę, ze przesadzam, że to, że owo...

Głos rozsądku to zrzędzenie?

Wiem, że większość z tych osób posiada pewne cudowne legitymacje (domyślcie się sami jakie), które po okazaniu mniej przytomnym i odpowiedzialnym policjantom otwierają drogę do bezkarności.

A jeżeli właśnie służbę pełnić będzie policjant abstynent?

Wzór cnót wszelakich?

Jeżeli po okazaniu legitymacji, po prostu ją zatrzyma i nie odda?

Jeżeli takiego podpitego posiadacza cudownej legitymacji zabierze na badanie krwi?

Dowiedz się więcej na temat: wkręt | jazdy

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje