Kulig po Szwecji

Janusz Kulig i Jarosław Baran ukończyli Rajd Szwecji - drugą rundę tegorocznych mistrzostw świata - na 29. pozycji w klasyfikacji generalnej. W grupie samochodów seryjnych - przy bardzo silnej konkurencji - zajęli ostatecznie dziewiątą lokatę.

Janusz Kulig i Jarosław Baran ukończyli Rajd Szwecji - drugą rundę tegorocznych mistrzostw świata - na 29. pozycji w klasyfikacji generalnej. W grupie samochodów seryjnych - przy bardzo silnej konkurencji - zajęli ostatecznie dziewiątą lokatę.

Ostatni etap rajdu należał do najtrudniejszych. Dotychczas na oesach zalegała kasza z roztopionego śniegu i lodu, ale dziś po przejechaniu czołówki WRC zawodnicy grupy N musieli ścigać się po rozmoczonym, błotnistym szutrze i w głębokich koleinach. Stopień uszkodzenia dróg był tak duży, że organizatorzy musieli odwołać jeden z pięciu przewidzianych na niedzielę odcinków specjalnych.

W Mitsubishi Lancerze Evo VI, w barwach komputerowej firmy Action, Ferro i PZU, mechanicy wymienili opony. Te na których duet Kulig-Baran ścigał się na poprzednich dwóch etapach pochodziły bowiem z wytwórni skandynawskiej i - jak ocenił Janusz Kulig - przy wzroście temperatury, w błocie przestały się należycie sprawować. Serwis wymienił je na opony Pirelli. Po zmianie opon Janusz Kulig wywalczył bardzo dobre czasy - już w połowie dnia awansował. Rankiem startował z 35. miejsca, zaś rajd zakończył na 29. pozycji w "generalce". Rajdowy mistrz Polski awansował także w grupie samochodów seryjnych - Lancer załogi Kulig-Baran w "N-ce" był dziewiąty.

Reklama

Janusz Kulig na mecie w Karlstad powiedział: - To był rajd nowych doświadczeń, dość trudny i wyczerpujący, ale nieźle nam się tu jechało. Cieszę się z pozycji w naszej grupie. Pamiętajmy, że w tutejszej "N-ce" ścigało się blisko 40 samochodów, a ich kierowcy walczyli na własnym terenie i jak własną kieszeń znali trasę. Nie zakładałem, że w seryjnym samochodzie uda nam się przyjechać w trzydziestce "generalki", tym bardziej że 5 ostatnich lat poświęciłem na ściganie się samochodami krańcowo różniącymi się od "N-ki" i dlatego uważam, że wynik jest dobry. Na koniec jeszcze słowa podziękowania dla kilkunastoosobowej ekipy i Zbyszka Steca. Dzięki ich zaangażowaniu z naszym samochodem nie mieliśmy w Szwecji żadnych problemów.

Jarosław Baran dodał: - Jesteśmy zadowoleni, zwłaszcza z wyników trzeciego dnia rajdu. Zaczynaliśmy w śniegu, potem to wszystko spłynęło i dzisiaj pozostało ściganie się na luźnym szutrze, właściwie w błocie. Na początku mieliśmy pewne trudności z właściwym ustawieniem zawieszenia, ale później dokonaliśmy paru poprawek i z oesu na oes było lepiej. Dziś były trudne warunki, zwłaszcza na ostatnim odcinku. Był długi i na tyle trudny, że starczyłoby tego zapewne na pół etapu w rajdzie do mistrzostw Polski. Zebraliśmy kolejne doświadczenia, zaliczyliśmy kolejny rajd do mistrzostw świata i wiem, że rajdów nie da się porównywać. W poprzednim roku też jechaliśmy w Szwecji, ale wtedy było zdecydowanie bardziej twardo, więcej lodu i śniegu. Na koniec chciałbym wspomnieć o pracy Mariusza Ficonia, który w Szwecji był naszym koordynatorem. To prawdziwy zawodowiec. Duże dzięki należą się także wszystkim kibicom z Polski, którzy byli w Szwecji.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Jarosław | Milan Baranyk | rajd | janusz kulig | rajd szwecji | kulig
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy