Jest jeszcze zbyt wcześnie...

Michael Schumacher wciąż w Mice Hakkinenie upatruje swojego największego rywala w walce o tegoroczny tytuł mistrzowski, mimo iż Fin zgromadził do tej pory zaledwie cztery punkty w pięciu startach. Według Niemca w 12 wyścigach, które pozostały do końca sezonu może zdarzyć się dosłownie wszystko. Schumacher zdementował też pogłoski o domniemanych kłopotach Ferrari, po dwóch ostatnich wyścigach.

- Wciąż jest jeszcze bardzo daleko do zakończenia sezonu i w 12 wyścigach może zdarzyć się dosłownie wszystko - powiedział mistrz świata podczas piątkowych jazd testowych Ferrari. - Mika może jeszcze powrócić do gry, a ja zawsze uważałem go za najgroźniejszego rywala w walce o mistrzostwo. Musimy poczekać i zobaczyć co stanie się w najbliższych dwóch, trzech wyścigach - dodał Schumacher.

Reklama

Niemiec prowadzi w klasyfikacji kierowców z 36 punktami na koncie, o osiem oczek wyprzedzając partnera Hakkinena z zespołu McLarena, Brytyjczyka Davida Coultharda. Kierowca Ferrari wygrał niedawną GP Hiszpanii wykorzystując ogromny pech Hakkinena na ostatnim okrążeniu, kiedy to w McLarenie Fina eksplodowało sprzęgło, pozbawiając go zwycięstwa. Dwukrotny mistrz Formuły 1, Mika Hakkinen nie wygrał wyścigu od Sierpnia ubiegłego roku i ostatnio zaczęły pojawiać się plotki o braku motywacji u Fina.

Schumacher zdementował też pogłoski o domniemanych problemach Ferrari podczas ostatnich dwóch wyścigów. - Patrząc z zewnątrz faktycznie można było odnieść wrażenie, że borykamy się z jakimiś większymi problemami, jednak zapewniam, że to co przytrafiło się nam w Barcelonie było zupełnie czymś innym od problemów w GP San Marino i już dawno wyeliminowaliśmy tą usterkę. Wierzę, że już drugi raz to samo nam się nie przytrafi - zapewniał Schumacher.

Atlas F1
Dowiedz się więcej na temat: Ferrari | michael schumacher | pogłoski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje