Forza Monza! Forza Ferrari!

W najbliższą niedzielę zostanie rozegrana ostatnia europejska eliminacja Formuły 1 - Grand Prix Włoch na torze Monza. Na trzy wyścigi przed końcem sezonu oba tytuły, zarówno kierowców jak i konstruktorów, zostały już przyznane, jednak wcale nie oznacza to końca rywalizacji. Najciekawszą walkę toczyć będą miedzy sobą David Coulthard (McLaren), Rubens Barrichello (Ferrari) oraz Ralf Schumacher (Williams). Każdy z nich ma jeszcze bowiem szansę na zdobycie tytułu wicemistrza. Zapewne jak co roku na włoski tor przybędą setki tysięcy fanatycznych fanów Ferrari, dla których może być tylko jeden zwycięzca - ten w czerwonym bolidzie.

W najbliższą niedzielę zostanie rozegrana ostatnia europejska eliminacja Formuły 1 - Grand Prix Włoch na torze Monza. Na trzy wyścigi przed końcem sezonu oba tytuły, zarówno kierowców jak i konstruktorów, zostały już przyznane, jednak wcale nie oznacza to końca rywalizacji. Najciekawszą walkę toczyć będą miedzy sobą David Coulthard (McLaren), Rubens Barrichello (Ferrari) oraz Ralf Schumacher (Williams). Każdy z nich ma jeszcze bowiem szansę na zdobycie tytułu wicemistrza. W najlepszej sytuacji zdaję się być Coulthard, który ma 9 punktów przewagi nad Barrichello i 13 nad młodszym Schumacherem. Na włoskim terenie można jednak spodziewać się doskonałej dyspozycji Ferrari, co oznacza, że szanse Barrichello rosną. Dodajmy do tego pomoc kolegi z zespołu - czterokrotnego i aktualnego mistrza świata oraz lidera klasyfikacji wszechczasów pod względem liczby wygranych wyścigów, Michaela Schumachera, a otrzymamy wynik bardzo ciekawy i pełen emocji.

Reklama

Ciężko będzie powstrzymać czerwone bolidy Scuderii. Jedynymi, którzy mogą odebrać zwycięstwo Ferrari to ekipy McLarena i Williamsa, które jednak borykają się z różnego rodzaju problemami. Najsłabszą stroną zespołu z Woking jest fatalnie działająca strategia. Choćby kwalifikacja ostatniego wyścigu w Belgii dobitnie pokazała tę słabość McLarena. Dopiero w wyścigu obaj kierowcy zatarli złe wrażenie, Coulthard awansował z 9 pozycji na 2, a Mika Hakkinen z 7 na 4. Oznacza to, że wciąż srebrne strzały są silnym konkurentem w wyścigach i nie należy ich lekceważyć. Odwrotnym problemom musi stawić czoła ekipa Franka Williamsa. Po rewelacyjnej kwalifikacji na torze Spa-Francorschamps nastąpił tragiczny dla zespołu wyścig, w którym żaden z kierowców nie zdobył punktów. Juan Pablo Montoya w ogóle nie ukończył rywalizacji, natomiast Ralf Schumacher zajął dopiero siódme miejsce.

W zeszłym roku na Monzy tryumfował Michael Schumacher, co otworzyło mu drogę do zdobycia dla Ferrari pierwszego od 1979 roku tytułu mistrzowskiego kierowcy. Mika Hakkinen był wtedy drugi, lecz nic nie wskazuje na to, żeby Fin mógł jeszcze coś pokazać w tym sezonie. Motywacją dla niego może być fakt podpisania w tym tygodniu długo wyczekiwanej umowy z McLarenem, która gwarantuje Hakkinenowi kolejny, rekordowy bo już dziewiąty, rok startów w barwach zespołu z Woking.

Autodromo Nazionale di Monza jest torem wyjątkowo szybkim. Na kierowców czekają łagodne, pokonywane na ogromnych prędkościach zakręty. Monza jest często porównywana swoją charakterystyką z Hockenheimem, jednak w przeciwieństwie do niemieckiego toru nie posiada sekcji ciasnych zakrętów, jakie na Hockenheimie tworzy słynny Autodrom.

W niedzielę możemy spodziewać się zaciętego i szybkiego wyścigu. Kierowcy z pewnością dostarczą nam wielu wrażeń. Zobaczymy też nowe twarze za kierownicami bolidów. Po raz pierwszy w historii Formuły 1 pojawią się Czech i Malezyjczyk. Ten pierwszy to Tomas Enge, który w bolidzie Prosta zastąpi, powracającego do pełni sił po wypadku podczas GP Belgii, Luciano Burtiego. Natomiast w Minardi po raz pierwszy w F1 wystartuje kierowca rodem z Malezji - Alex Yoong. Jest to wynik współpracy jaką zespół Paula Stoddarda zawarł z malezyjskimi koncernami.

Jak potoczy się wyścig o Grand Prix Włoch? Przekonamy się już w najbliższą niedzielę.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje