Dostają "małpiego" rozumu

Do napisania tego listu skłoniły mnie własne obserwacje zarówno mediów jak i tego, co dzieje się na naszych drogach. Wszędzie się słyszy i czyta, ze prędkość zabija, że wypadki to przede wszystkim nadmierna szybkość pojazdów.

Pewnie to prawda, choć może okazać się, ze niekoniecznie. Stan dróg to temat wyświechtany i stanowiący usprawiedliwienie ludzi bez wyobraźni jak podstawowej czynności homo sapiens jaką jest myślenie. To nas między innymi odróżnia od zwierzątek. Mucha bezrozumnie bije skrzydłami w szybę, więc nie bądźmy takimi muchami i jak coś z nawierzchnią jest nie tak to po prostu zwolnijmy, a nie udawajmy, że jest to autostrada.

Reklama

Jednak nie o tym chciałem do Was napisać. Do pracy dojeżdżam codziennie około 70 km w jedną stronę w ruchu pozamiejskim, co daje 140 km dziennie. W tym czasie mam okazję do obserwacji tego co dzieje się na naszych drogach, a dokładniej to widzę przerażające tendencje. Pierwsza z nich to tzw. ścinanie zakrętów. Staje się to nagminne i pewnie wielu poczuje się tu dotkniętych, ale celują w tym kierowcy tirów. Nie chce się im hamować, więc aby nie wypaść z drogi przejeżdżają częściowo na drugi pas z beztroską "duży może wiecej" - to cytat z CB, gdy zwróciłem kilka razy uwagę przez radio, opuściłem kilka epitetów, żeby nadawało się do cytowania.

Druga tendencja, to sposób wyprzedzania. To dotyczy przede wszystkim "osobówek". Przymierzający się do wyprzedzania wychyla się zza samochodu, którego akurat chce wyprzedzić. Widzi nadjeżdżające z przeciwka auta - i co? I nic, zostaje tak wychylony zmuszając nadjeżdżających do ucieczki na pobocze.

Trzecia tendencja to zanik używania kierunkowskazów.Przy wyprzedzaniu rowerzystów to już chyba jest reguła, gorzej, że to samo jest przy wyprzedzaniu aut a nawet na skrzyżowaniach.

Teraz chwila ekonomii. Dojazdy do pracy kosztują mnie niecałe 600 zł/miesiąc. Codziennie jadąc tylko 2 godziny w ciągu doby widzę co najmniej 10 poważnych wykroczeń, gdybym doliczył przekraczanie prędkości to śmiało mogę powiedzieć, ze liczba wzrosłaby do 15-20 wykroczeń. Zostańmy przy wariancie minimum. Każde wykroczenie to średnio 100 zł. Zatem dziennie 1000 zł z samych mandatów. 20 pracujących dni w miesiącu to daje 20 tys zł. Koszt przejazdów to 600 zł. Gdybym był policjantem w nieoznakowanym radiowozie wyposażonym w fotoradar i kamerę to po odliczeniu mojej pensji odprowadzałbym do skarbu państwa 14 tys zł.

Jednak u nas policja woli stanąć na rogatkach i patrzeć, jak jeżdżą samochody, bo po 5 minutach i tak 99% uczestników ruchu wie, ze już tam stoją. Dlaczego tak niechętnie inwestujemy w nieoznakowane radiowozy?

Może wówczas skończyłoby się kolejne zjawisko, ze kierowcy szczególnie ciężarówek po przekroczeniu granicy na terenie Polski dostają "małpiego" rozumu.

A wniosek jest jeden: bo poza naszymi granicami odstrasza ich nie tylko wysokości kar, ale również ich nieuchronność.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje