Doradca czyli kamienna twarz, miły uśmiech

Gdyby zrobić ranking najbardziej niewdzięcznych i stresujących zawodów, doradcy serwisowi i serwisanci zapewne uplasowaliby się w ścisłej czołówce.

Nienagannej prezencji, uśmiechnięci, służący radą… Zapytacie - cóż w tej pracy niewdzięcznego? Niestety, nie jest to takie proste, jak mogłoby się wydawać.

Reklama

Doradzanie i ciągły kontakt z potencjalnymi klientami wiąże się bowiem z koniecznością potulnego znoszenia nieustannych obelg, marudzenia i uszczypliwych uwag ze strony odwiedzających salony „znawców” motoryzacji przez duże „Z”.

To, że pracownik musi trzymać nerwy na wodzy, to zrozumiałe. Co ciekawe, często jednak od złości o wiele trudniej jest powstrzymać się od … śmiechu.

Pytanie nie może nas zaskoczyć

Podejmując się pracy w salonie trzeba być gotowym na wszystko. Żadne pytanie nie może nas zaskoczyć i bez względu na to, jak nonsensownie by ono nie brzmiało, naszym obowiązkiem jest udzielenie prawidłowej odpowiedzi. Prawidłowej, czyli takiej, która usatysfakcjonuje pytającego, a jednocześnie nie urazi go… To, że klient ma przeważnie znikomą wiedzę z zakresu motoryzacji (trafiają się i tacy, którzy niestety wiedzą, o co pytają, ale o tym później...), to normalna sprawa, świadczą o tym chociażby wyniki sprzedaży niektórych marek… Zdarzają się jednak sytuacje, z których naprawdę ciężko wybrnąć.

Chlebem powszednim są podchwytliwe pytania typu: „kiedy uzupełniać poziom elektrolitu w akumulatorze bezobsługowym?” lub „kiedy przyjechać na przegląd po 30 tys. km?”. Problemów, jakie stwarza posiadanie nowego auta, jest jednak o wiele więcej a przykłady można mnożyć bez końca.

Część dziwnych pytań i równie zaskakujących odpowiedzi wynika zazwyczaj z roztrzęsienia. Przykład? - wystarczy zapytać kobietę, która przyjechała na przegląd, jaki nr rejestracyjny ma jej auto. To dziwne, ale w 90% przypadków odpowiedź będzie brzmiała… „czerwony!”.

Ostatnio byliśmy też świadkami ciekawej wymiany zdań pomiędzy sprzedającym części a klientem. Sprawa dotyczyła wkładu lusterka, a sprzedawca parę minut wyjaśniał, w jaki sposób najłatwiej jest dokonać operacji wstawienia nowego szkła. Trzeba przyznać, że wyczerpał temat w sposób nie pozostawiający wątpliwości. Jego duże oczy i szeroko rozwarte usta zdradziły jednak, że kolejnego pytania raczej się nie spodziewał. Zatroskany klient zachodził w głowę, w jaki sposób ma pozbyć się starego, pękniętego lusterka? Nieśmiało zaproponowaliśmy młotek…

Pasjonat twój wróg!

Ciąg dalszy na nastęnej stronie

Dowiedz się więcej na temat: doradcy | uśmiech | doradca

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama