Diagności biorą łapówki? - Opinie

Sprawdziliśmy, czy w stacjach kontroli pojazdów można załatwić badania techniczne niesprawnego auta za łapówkę. Okazało się, że około 10 procent stacji jest skorumpowanych.

Moim zdaniem:

Reklama

Waldemar Nowakowski, prezes DEKRA Polska:

Myślę, że kilka procent diagnostów może być skorumpowanych. Ale tych kilka procent to i tak wystarczająco duże zjawisko, z którym należy walczyć. Popatrzmy na to z perspektywy kilku pojazdów na sto, które stają się dodatkowym zagrożeniem bezpieczeństwa w ruchu drogowym. W efekcie końcowym może to znaczyć wiele istnień ludzkich, które zginą z tego powodu.

Wojciech Drzewiecki, prezes SAMAR Polska:

Dobrze, że "Motor" przeprowadził badania na uczciwości diagnostów. Stoję na stanowisku, że bardzo duża liczba sprowadzonych aut to złom, który nie powinien jeździć. Wynika to z faktu, że badanie techniczne pojazdu przed pierwszą rejestracją w kraju nie zawiera obowiązku sprawdzenia, czy pojazd nie jest po poważnym wypadku.

Anna Staryk:

Podczas kontroli drogowej policjant pytał, gdzie robiłam przegląd, kiedy, ile zapłaciłam za badanie. Potem bardzo dokładnie sprawdził mój samochód. Myślę, że oszustwa na przeglądach są niemożliwe, bo policja dokładnie sprawdza auta.

Krzysztof Walo:

Czasy łapówkarstwa skończyły się bezpowrotnie. Kiedyś jadąc do diagnosty, np. z łysą oponą, można było liczyć na jego wyrozumiałość. Dzisiaj diagności na takie układy nie chodzą, a wielu z nich, zwłaszcza młodych, zatrzymuje jeszcze dowód rejestracyjny.

Edward Opałka :

Do badań przywiązuję bardzo dużą wagę! Przed wizytą w stacji kontroli jadę do mechanika, proszę o sprawdzenie auta i usunięcie ewentualnych usterek. Skończyły się już czasy, że diagności przymykali oko na usterki i brali łapówki.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje