Dakar 2014: Małysz w pierwszej "10"

Zacięta walka o miejsca w czołówce rozgrywała się podczas 6. etapu Rajdu Dakar na 427 km trasie z Tucuman do miejscowości Salta.

Kierowcy Orlen Team, Adam Małysz i Rafał Marton przemierzali dzikie tereny Argentyny utrzymując dobre, równe tempo, by ostatecznie dojechać do mety ze stratą niespełna 18 minut do lidera i awansować do pierwszej dziesiątki w klasyfikacji generalnej.

Reklama

Podczas szóstego etapu rajdu team Małysz/Marton jadący Toyotą Hilux utrzymywał raczej równe,

dobre tempo. Do mety dotarli finalnie ze stratą 17 minut i 53 sekund do Stephane'a Peterhansela, który miał dziś najlepszy czas, a w klasyfikacji generalnej zajmuje 3. miejsce.

W "generalce" na prowadzeniu jest Hiszpan Nani Roma. Adam i Rafał tracą do niego 2 godziny 43 minuty i 13 sekund, lokując się tym samym na 10. pozycji.

- Druga część odcinka poszła nam dobrze i jechało się raczej przyjemnie. Niestety w pierwszej jechaliśmy dość długo tuż za dwoma Kamazami. Jeden przepuścił nas 50 km przed metą, a drugi trzymał nas do samej mety

i musieliśmy jechać cały czas jego tempem. Cieszymy się z postępów, ale to dopiero połowa rajdu, więc nie ma o czym mówić. Trzeba robić swoje, jechać dalej, walczyć, mieć cierpliwość i się starać. To budujące, że póki co idzie nam całkiem dobrze, ale zachowujemy spokój - przed nami jeszcze mnóstwo kilometrów i wiele nas jeszcze czeka. - mówi tuż po przekroczeniu mety Adam Małysz.

Ostatnie dwa dni rajdu Dakar nie należały do szczególnie szczęśliwych. Podczas piątego etapu zginął belgijski motocyklista Eric Palante, który brał udział w rajdzie Dakar po raz 11. W piątek organizatorzy rajdu poinformowali również o śmierci młodego, argentyńskiego dziennikarza oraz 52 letniego kibica. Ich samochód rozbił się w trudno dostępnym miejscu. Nie bez powodu mówi się więc, że Rajd Dakar jest morderczą przeprawą. Na takim terenie nie trudno o tragedię.

- Pozostajemy w smutku, to bardzo smutna wiadomość. Współczujemy rodzinie i bliskim kierowcy. Taki niestety jest Dakar - bywa okrutny i niebezpieczny. Startując każdy musi się liczyć z tym, że jest to niebezpieczny rajd. Wczoraj był bardzo ciężki odcinek, wielu zawodników było wycieńczonych. - komentuje ostatnie zdarzenia Adam Małysz.

Po ciężkich dniach próby przyszedł czas na odpoczynek i regenerację. Sobota jest dniem wolnym od trasy, podczas którego uczestnicy pozostają w miasteczku biwakowym. Dotarcie do tego dnia to już niemal połowa drogi do sukcesu. Do miasteczka przybywają tysiące kibiców, aby poczuć atmosferę prawdziwej, sportowej rywalizacji.

- Dziś czuję, że się rozjechałem i chętnie bym z marszu poszedł dalej, ale przerwa na pewno przyda się autu,

bo naprawdę mocno dostaje w kość. To dobrze, że mechanicy będą mieli więcej czasu bez takiej presji czasowej,

a i sam samochód "odpocznie", żeby dalej dobrze spisywać się w kolejnych etapach." - komentuje Małysz.

Już w niedzielę na wytrwałych czeka ponad 500 km przeprawa, która sprawdzi umiejętności kierowców

w dostosowaniu się do wciąż zmieniającego się tempa. Liczy się zwinność, refleks, uwaga i precyzja. Tu nie ma miejsca na błędy. Pierwsza część trasy będzie okazją na zwiększenie tempa ze względu na twarde i kamieniste podłoże. Kierowcy znów wzniosą się ku górze. Średnia wysokość trasy to 3 500 m n. p. m. Kierowcy pojadą pętlę z miejscowości Salta, kończąc w tym samym punkcie.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje