Dakar 2014. Hołowczyc: "Nagle coś we mnie wstąpiło"

Na trasie najdłuższego 5. etapu rajdu Dakar, prowadzącego do Tucuman, załoga Krzysztof Hołowczyc/Konstantin Żilcow przeżyła prawdziwe piekło.

Przez godzinę w niesamowitym upale wykopywali swoje Mini z pustynnej pułapki. Ekstremalnie wyczerpanej załodze udało się osiągnąć metę etapu ze stratą 1 godziny i 18 minut do zwycięskiej załogi Roma/Perin, która odzyskała prowadzenie w rajdzie. Hołowczyc ostatecznie zajął dziś 25. miejsce i spadł na 10. pozycję w rajdzie.

Reklama

To był bardzo trudny dzień dla wszystkich zawodników. Najlepiej ponownie poradził sobie kolega Hołowczyca z zespołu, Katalończyk Nani Roma, który popełnił najmniej błędów nawigacyjnych i wygrał etap ze sporą przewagą nad głównymi rywalami. Wielu zawodników z czołówki nie mogło znaleźć way-pointów i zostało ukaranych dotkliwymi karami czasowymi. Klasyfikacja generalna rajdu została wywrócona "do góry kołami".

Hołowczyc zaczął dzień jadąc szybkim tempem. Na WP3 zajmował 7. miejsce. Niestety na 147 km załoga utknęła na ponad godzinę. Organizator podał, że zgłosili poważny problem techniczny i naprawiają auto. Dopiero, gdy Hołowczyc późno w nocy dotarł do obozu w Tucuman poznaliśmy jak było naprawdę:

"Pierwszą część odcinka jechaliśmy szybkim tempem, sukcesywnie wyprzedzaliśmy kolejne załogi. Doszliśmy buggy Chabota, który doszedł Gordona. Przed Gordonem jechał Dąbrowski, który dość szybko zjechał na bok i przepuścił naszą trójkę. Gordon zaś szybko przepuścił Chabota. Niestety nas już nie chciał przepuścić, mimo, że wielokrotnie naciskaliśmy sygnalizację Sentinel o zamiarze wyprzedzania. Co gorsze, kilkakrotnie zwalniał, a gdy go zaczynaliśmy wyprzedzać, gwałtownie zajeżdżał nam drogę. Sytuacja była ekstremalnie niebezpieczna! Tak niesportowego zachowania nie widziałem nigdy w życiu! W pewnym momencie, gdy zauważyliśmy dróżkę odchodzącą w bok, zdecydowaliśmy się ominąć go szerokim łukiem.

Niestety wpadliśmy pomiędzy dwie niewysokie, ale bardzo grząskie wydmy i auto kompletnie się zaklinowało. Ruszyliśmy energicznie do odkopywania, ale szło nam bardzo ciężko. W 55. stopniowym upale każdy ruch łopatą, człowieka ubranego w niepalną bieliznę i gruby, czarny kombinezon, to ogromny wysiłek. Po kilkudziesięciu minutach odkopywania byliśmy wykończeni. Do tego cały czas nie mogliśmy ruszyć auta. W pewnym momencie zobaczyłem, że Konstatnin siedzi bez ruchu zupełnie wykończony. Chciałem mu podać energetyczne żelki, ale zamieniły się one w gęstą ciecz. Wmusiłem jednak trochę kalorii w nas obu i popiliśmy to chyba 5. litrami wody. Upał robił swoje, w pewnym momencie zdaliśmy sobie sprawę, że nie damy rady i trzeba wezwać pomoc.

Nagle coś we mnie wstąpiło. Pomyślałem, jak to? Ja nie dam rady? Ja? Rzuciłem się ponownie do walki z piachem i stopniowo centymetr po centymetrze samochód wyjeżdżał z pułapki. W końcu po godzinie, która wydawał się nam wiecznością, wyjechaliśmy z powrotem na trasę. Na szczęście Konstantin po jakichś 20 min. zaczął dochodzić do siebie, bo przed nami był bardzo trudny do znalezienia way-point, który wiele załóg ominęło. Nam nie poszło tak źle, ale pewnie też straciliśmy tam z 15-20 min. Bardzo szczęśliwi wjechaliśmy na metę pierwszej partii oesu. Cieszyliśmy się jak dzieci, że udało nam się wyjść z tej matni cało i zdrowo.

Po odpoczynku na dojazdówce, drugą część odcinka pojechaliśmy już bardzo szybkim tempem, bez żadnych przygód i odrobiliśmy kilkanaście minut straty. Jesteśmy w dobrych nastrojach przed kolejnym etapem. Mamy tylko wielką sportową złość na Gordona, który kolejny raz na Dakarze zakpił sobie z zasad fair-play! Mamy nadzieję, że organizator udzieli mu stosownej reprymendy." - opowiedział nam swoje przygody Krzysztof Hołowczyc

Duże straty poniósł także jeden z pretendentów do zwycięstwa, słynny Carlos Sainz, który kilka razy pobłądził i stracił ponad godzinę, co zepchnęło go z pozycji lidera na 8. pozycję. Znakomicie poradzili sobie dziś Małysz z Martonem i Dąbrowski z Czachorem, którzy zajęli odpowiednio 8. i 9. Miejsce, ustanawiając swoje dakarowe rekordy. Ponownie bardzo dobrze spisał się uczeń Hołowczyca Martin Kaczmarski zajmując 16. Miejsce, awansując na 12 pozycję w rajdzie. Kapitan Poland National Team Rafał Sonik, w kategorii quadów był dziś 3-ty i taką też pozycję zajmuje w swojej kategorii quadów po 5. etapie.

Po dwóch dniach oddzielnych tras, cała stawka wspólnie stanęła do walki na najdłuższym etapie Rajdu Dakar, bowiem dzisiejszy etap zaplanowano na 911 km, z czego 527 km miał liczyć odcinek specjalny podzielony na dwie części z neutralizacją między nimi. Ze względów bezpieczeństwa odwołano drugą część odcinka dla motocyklistów i quadów, a samochodom skrócono go do 428 km.

Zawodnikom towarzyszył niebywały upał, co bardzo utrudniało pokonywanie bardzo zniszczonej trasy. Dakar prowadzi przez te tereny co roku, ale jeszcze nigdy zawodnicy nie musieli zmierzyć się tu z takimi odległościami. Sprzęt odmawiał posłuszeństwa, a palące słońce bezlitośnie atakowało każdego, kto choć na chwilę się zatrzymał. Większość zawodników miała poważne kłopoty nawigacyjne związane z trudnym terenem i mało precyzyjnym road-bookiem.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje