Bałwan w drodze do kościoła i na cmentarz. Podyskutuj

Kazano mi spacerować, to spaceruję. Ale nawet chodząc dla zdrowia, nie umiem nie myśleć kategoriami kierowcy.

Pora roku jest generalnie refleksyjna, ale jak człowiek się przejdzie w okolicy Zaduszek obok cmentarza, to cierpliwości na refleksje brakuje. Przyglądałem się dobrą godzinę zachowaniom Rodaków-kierowców w pobliżu trzech cmentarzy i w pewnej chwili już nie wiedziałem, czy zacząć się histerycznie śmiać, czy po prostu podejść i zrobić awanturę.

Reklama

Choć w roli plenerów wystąpiły Powązki i Sadyba, wszystko zaczęło się, kiedy przechodziłem obok cmentarza w centrum Piaseczna. Z daleka było widać, że łatwo nie będzie - w promieniu kilometra wszystkie, ale to wszystkie chodniki i ścieżki rowerowe były szczelnie zastawione parkującymi samochodami. Auta jeździły przez trawniki, w poprzek ulic, pod prąd także.

Pogrążony w rozmowie z żoną, z początku tylko rejestrowałem widoki, bez jakichś przemyśleń. Dopiero kiedy omal nas nie rozjechała stara corsa, której kierowca dostrzegł zwalniające się miejsce i próbował je dopaść, mimo że było po drugiej stronie jezdni, za chodnikiem (które po prostu przeskoczył, spędzając nas i jeszcze jakąś inną parę ze swej drogi), zacząłem się świadomie rozglądać. I nagle dostrzegłem dwa, trzy, potem cztery znajome pojazdy. Znam z widzenia ich właścicieli - spacerując, często widuję, jak płoną słusznym gniewem, gdy w pobliżu ich domów ktoś zaparkuje w sposób utrudniający innym przejazd. Są wówczas ogromnie pryncypialni, wyklinają "bezmyślnego bałwana", który nie umie parkować, albo który ma w nosie (lub jeszcze gdzie indziej) innych, blokując dojazd, chodnik lub wyjazd z garażu. Są gotowi dzwonić po policję lub straż miejską, domagają się natychmiastowej kary dla bałwana.

Tu nie mieli problemu z zablokowaniem wszystkich możliwych dojazdów, podjazdów, wyjazdów, przejazdów, o przejściach i dojściach nie wspominając. Wygląda więc na to, że tak czujnie pilnujący porządku pod swymi domami, w sytuacji "uduchowienia" uważają, że blokowanie wszystkich i wszystkiego jest w pełni usprawiedliwione. Zapewne wówczas nie jest się bezmyślnym bałwanem. Zaduszki rozgrzeszają.

Nagle przypomniałem sobie, że dokładnie tak samo zachowują się Rodacy, którzy przybywają do kościoła na jakieś uroczystości (wesele, chrzciny, komunia) czy choćby na niedzielną mszę. Przybywają oczywiście samochodami i jest im absolutnie wszystko jedno, komu i jak zastawią przejście, wyjazd z posesji czy jedyną drogę dojścia. Najważniejsze, że do kościoła przybywają swoim samochodem.

Nie wiem, czy chodzi wciąż o pokazanie samochodu. Nie wiem, czy w pojęciu takich ludzi uduchowienie (nadciągające lub odbyte) zmienia postrzeganie świata lub rozgrzesza. Wiem jedno: bezmyślny bałwan pozostaje bezmyślnym bałwanem, nawet jeśli na co dzień ściga innych bezmyślnych bałwanów, ale pod jakimkolwiek pretekstem, z jakąkolwiek wymówką, z jakimkolwiek usprawiedliwieniem sam idiotycznie parkuje samochód, byle tylko stanąć jak najbliżej swego celu.

Maciej Pertyński

Dowiedz się więcej na temat: Nie | bałwan | w drodze

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje