Awans Polaków

Podczas szóstego etapu Rajdu Dakar biegnącego z Antofagasty do Iquique (418 km OS) ponownie znakomicie zaprezentował się Jakub Przygoński.

Młody Polak zajął siódmą pozycję powtarzając tym samym rezultat z 4. etapu i zapewniając sobie awans o dwie pozycje w klasyfikacji generalnej.

Reklama

Dobrze jedzie samochodowa Krzysztof Hołowczyc linię mety przekroczył dziś na 9. miejscu i powrócił na wysoką 5. pozycję w generalce. O jedno oczko wyżej przesunął się Jacek Czachor, który na mecie był 18. Marek Dąbrowski zajął 34. pozycję i również awansował.

Najszybszy w stawce motocyklistów był Katalończyk Marc Coma. Trasa szóstego etapu z Antofagasty do Iquique częściowo wiodła wzdłuż wybrzeża Pacyfiku. Na liczącym 418 kilometrów odcinku specjalnym było sporo kamieni i dziur. A ostatnie dwadzieścia kilometrów to piach z szalonym zjazdem z liczącej 800 metrów wydmy do mety położonej tuż przy plaży.

Rywalizację samochodów wygrał Stephan Peterhansel. Liderem pozostał Hiszpan Carlos Sainz, który z Peterhanselem przegrał o... 47 sekund.

Carlos Sainz: Dzisiejszy etap był jeszcze trudniejszy, niż poprzednie. Szczególnie błąd w nawigacji mógł kosztować dużo czasu. Nadal nie mamy za sobą jeszcze nawet połowy "Dakaru", dlatego także w najbliższych dniach ważna będzie zasada, którą sobie dzisiaj bardzo wziąłem do serca: jechać możliwie tak, aby nie uszkodzić samochodu, i myśleć o następnym dniu.

Krzysztof Hołowczyc rozpoczął odcinek od 17. pozycji na pierwszym pomiarze czasu. Później było coraz lepiej i ostatecznie zawodnik Orlen Team na metę przyjechał jako dziewiąty, podobnie jak dzień wcześniej, a w klasyfikacji generalnej przesunął się z szóstej lokaty na piątą.

Oto co powiedział na mecie Krzysztof Hołowczyc: - Na pierwszej sekcji podobnie jak inni popełniliśmy spory błąd nawigacyjny, który kosztował nas co najmniej 5-6 min. Potem już jechaliśmy bardzo szybko i przez większa część odcinka ścigaliśmy się z Terranovą jadącym Mitsubishi kilkakrotnie wyprzedzając się nawzajem. My wyprzedzaliśmy go na trudniejszych technicznie partiach, a o był szybszy na bardziej wyboistych, szutrowych odcinkach. Pod koniec etapu blokował nas Spinelli. Nie chciałem ryzykować wyprzedzania go na wydmach, żeby się nie zakopać więc trochę czasu nam uciekło, aż wreszcie znalazł się dogodny moment i zaatakowałem. Ogólnie etap mogę zaliczyć do udanych. Pomimo pomyłki na początku jechaliśmy naprawdę szybkim tempem.

Bardzo ciężki odcinek z dużą liczbą dziur i kamieni, po których przy dużej prędkości trudno się jedzie - powiedział Jakub Przygoński. Ostatnie 20 km jechaliśmy po wydmach. To było bardzo przyjemne, gdyż lubię jeździć po piasku. Niestety, organizator nie chce puszczać po piasku zawodów, chyba boi się, że samochody nie przejadą. Trochę żałuję. Pod sam koniec była wydma, która ma 800 metrów wysokości. Z niej zjechaliśmy na poziom morza. To był przyjemny zjazd z prędkością 100 km/h. Widziałem morze i wiedziałem, że to jest koniec odcinka. Duża frajda.

Kolejny udany etap zaliczył jadący quadem Rafał Sonik, którego wyprzedziło tylko trzech zawodników z Argentyny. Sonik, trzeci przed rokiem, stopniowo odrabia straty po nieudanym początku rajdu i w klasyfikacji łącznej jest już na piątym miejscu. Na prowadzeniu umocnił się Argentyńczyk Marcos Patronelli.

Portal INTERIA.PL

Dowiedz się więcej na temat: awanse | Przygoński | hołowczyc | etap | awans | Jakub Przygoński

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama