10 minut i auto znika

Władze niemieckiej Saksonii desperacko szukają sposobów na złodziei samochodów, którzy coraz bardziej zuchwale grasują w landzie.

Policja wzmaga patrole i prowadzi obławy, ale niektórzy politycy żądają: przywróćmy kontrole na granicach z Polską i Czechami.

Reklama

"Wystarczy 10 minut i zaparkowane przed chwilą auto znika. Wielu naszych klientów straciło w ten sposób swoje samochody" - opowiada Heiderose Muehlmann, która prowadzi salon samochodowy w Goerlitz przy granicy z Polską.

Jak podkreśla, nie obarcza winą za problem polskich sąsiadów. "Mamy wielu klientów z Polski, ale władze obu krajów muszą coś z tym zrobić" - powiedziała.

Liczba kradzieży aut na wschodzie Niemiec rośnie od 2007 roku, kiedy to zniesiono kontrole na granicach z nowymi krajami UE. Według danych ministerstwa spraw wewnętrznych Saksonii w 2009 roku odnotowano 3862 przypadki, co oznacza wzrost o 32 proc. Podobnie alarmujące statystyki podają władze Brandenburgii. Skradzione samochody szybko znikają za wschodnią granicą Niemiec.

Jak powiedział rzecznik saksońskiego MSW Frank Wend, problem dotyczy głównie miast w pobliżu granicy, takich jak Goerlitz i Zittau, ale też Drezna, które niedawno dziennik "Die Welt" nazwał "niemiecką stolicą złodziei aut".

We wtorek łupem złodziei padło nawet prywatne Audi A4, należące do federalnego ministra spraw wewnętrznych Thomasa de Maiziere. Auto, z którego korzystała córka polityka, skradziono w Dreźnie. Minister miał jednak sporo szczęścia, bo już następnego dnia niemieckiej policji udało się odzyskać samochód podczas kontroli na autostradzie A4. Audi ministra było w drodze do Polski, a za kierownicą siedział 33-letni Polak.

Giną zresztą nie tylko samochody. "Problemem są też kradzieże pojazdów rolniczych. Pod koniec czerwca udało się odzyskać trzy skradzione traktory. Odnalazły się niestety w Polsce, a sprawcami też okazali się polscy obywatele" - powiedział Wend.

Według policji szajki złodziei są dobrze zorganizowane. "Wyszukują interesujące ich pojazdy i je obserwują" - powiedział rzecznik policji z regionu Oberlausitz-Niederschlesien Uwe Horbaschk. Przyznał, że udaje się wyjaśnić mniej niż 20 proc. przypadków kradzieży.

Policja zaznacza, że obecne statystyki są i tak 10 razy lepsze niż w latach 90., kiedy to odnotowywano rocznie ok. 30 tysięcy kradzieży aut. Jednak wielu mieszkańców landu, także polityków nie kryje frustracji.

Pod koniec czerwca chadecki poseł do parlamentu Saksonii Volker Bandmann oraz eurodeputowany Hermann Winkler opowiedzieli się za tymczasowym przywróceniem kontroli na granicach z Polską i Czechami.

"Układ z Schengen jest słuszny, ale jeśli nie funkcjonuje w praktyce, musimy coś tu dostosować. Proponuję fazę próbną. Możliwe jest przywrócenie kontroli na przykład na pół roku" - ocenił Winkler w rozmowie z gazetą "Leipziger Volkszeitung".

Rząd Saksonii stanowczo odrzuca takie pomysły. "Nie możemy nie zauważać problemu, ale odpowiedzią nie jest przywrócenie kontroli granicznych. Trzeba rozwiązywać problem w drodze współpracy władz polskich i niemieckich" - powiedział poseł saksońskiej CDU Christian Hartmann.

"Musimy reagować na niezadowolenie i obawy mieszkańców, ale nie można ich podsycać" - dodał.

Zdaniem Hartmanna należy poprawiać komunikację policji po obu stronach granicy, wymianę informacji, a także systemy zabezpieczeń pojazdów.

Od pewnego czasu policjanci z Polski i Niemiec prowadzą wspólne patrole w rejonach przygranicznych. A od 1 lipca działa wspólna grupa dochodzeniowa "Nysa". Na razie w jej skład wchodzi po pięciu funkcjonariuszy z obu stron, a docelowo ma liczyć w sumie 20 policjantów. Jej celem jest walka z przestępczością transgraniczną, z naciskiem na kradzieże samochodów. Czytaj także: "Polacy to złodzieje"

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: policja | problem | Niemiec | patrole | samochody | auto

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama