Żyje się tylko raz

Najlepsze wyprawy zawsze organizowałem z doskoku.

Tak też było pewnego marcowego wieczoru, kiedy zadzwonił do mnie przyjaciel z Laponii z bardzo elektryzującą propozycją: "przyjeżdżajcie do Laponii na 5 tygodni, bo my musimy jechać do Niemiec, a nie mamy nikogo, kto mógłby przez ten czas zaopiekować się domem i obejściem". Jako że natura moja jest niespokojna, dwa razy powtarzać mi nie było trzeba.

Reklama

Czym prędzej odwiedziłem strony internetowe przewoźników promowych i wybrałem najkorzystniejszą ofertę, czyli Gdańsk-Nyneshamn obsługiwaną przez Polferries. Bilecik wykupiłem przez Internet. Do wypłynięcia zostały 4 dni. Jako że mój UAZ jest zawsze w pełnej gotowości bojowej, nie trzeba było go specjalnie przygotowywać. Wyprawa za koło polarne to dla niego nie pierwszyznatą - trasę przemierzał już razy 3... Nigdy jednak nie jechałem w taką wyprawę w warunkach arktycznych, a z relacji przyjaciół i z danych dostępnych z Internetu wynikało, że zima w Laponii jest właśnie w pełni.

Nie przejmując się tym, pakujemy do UAZ-a najpotrzebniejsze graty i w drogę.

Jedzie nas czworo: ja, moja dziewczyna Luśka, mój brat Jarek i ojciec. W razie czego we czwórkę łatwiej sobie poradzimy z trudnościami. 1 marca wyjeżdżamy ze Słupska i kierujemy się do portu w Gdańsku. Zajeżdżamy tam bez przeszkód i już widzimy znajomy terminal.

Odprawa paszportowa po polskiej stronie to właściwie formalność, bez wnikliwych pytań podjeżdżamy do promu. Celnicy jednak nie omieszkają zapytać mnie, czy nie boję się jechać do Skandynawii UAZ-em? Oczywiście odpowiadam im, że UAZ uwielbia tam jeździć i robi to co roku, więc bez obawy?... Widać, że nie uwierzyli mi za bardzo, ale do tego stanu rzeczy jestem przyzwyczajony od lat.

UAZ-owa przepustka

Pan z obsługi promu kieruje nas do właściwego wjazdu i już po stromej kładce pniemy się do wnętrza promu. W środku pustki, mało aut jedzie o tej porze na szwedzką stronę. Korzystając z zimowej promocji tym razem wykupiliśmy 4-osobową kabinę. Wydatek niewielki, a korzyść spora. W kabinie 19 godzin rejsu mija nam nadzwyczaj szybko.

Noc minęła spokojnie i już o 12 staliśmy gotowi do odprawy celnej po stronie szwedzkiej. Niestety, tym razem była ona wyjątkowo szczegółowa. Celnicy kontrolowali dokładnie każdy z wjeżdżających samochodów. Sprawdzana była trzeźwość kierujących, a ponadto auta obwąchiwało straszliwe psisko, przypominające wilka. Przyszła w końcu i nasza pora. A tu od razu celnicy biorą nas na bok. I oto po raz kolejny okazało się, że UAZ stał się dla nas "przepustką" do łatwego wjazdu. Celnicy nie zadają ani jednego pytania o alkohol czy papierosy, nikt nam do niczego nie zagląda i nawet pies nas nie obwąchał. Za to pytają o UAZ-a, o to, jakie ryby chcemy łapać i jak nam się w ogóle podoba Szwecja.

Miło nam się rozmawia, atmosfera jest naprawdę sympatyczna. Po kilku minutach rozmowy, minąwszy wszelkie kontrole, wjechaliśmy na teren Królestwa Szwecji.

Dowiedz się więcej na temat: najlepszy | odprawa | zima | problemy | szczęście | Auta | Niemiec | opony | Pojazd | temperatura | atmosfera | wody | celnicy | płyn | wiatr | jazdy | Życie | klaus | UAZ

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje