Rajdy terenowe w Warszawie? To jak najbardziej możliwe

Rajdy terenowe w Warszawie? Okazuje się to jak najbardziej możliwe, a do tego oczekiwane przez zawodników i kibiców - piątkowy prolog odbył się pod Centrum Olimpijskim PKOL, sobotnie odcinki na obrzeżach Warszawy (poligon obok Rembertowa), zaś uroczyste zakończenie - w samym centrum stolicy, pod Pałacem Kultury i Nauki.

W sobotę zawodnicy trzykrotnie pokonywali odcinek Park Militarny Rembertów. Na załogi rywalizujące w Pucharze Polski w Rajdach Baja (PPRB) oraz Rajdowym Pucharze Polski Samochodów Terenowych (RPPST) czekało łącznie 104,73 km ścigania, nieco dłuższą trasę przewidziano dla ekip z Rajdowych Mistrzostw Polski Samochodów Terenowych (RMPST) -  129,09 km. Był to ten sam odcinek, ale pewien fragment załogi z RMPST pokonywały po dwa razy. Trasa nie była długa (rajd miał współczynnik 1, czyli zdobytych punktów nie mnożymy x2), ale wytyczenie nawet takiej próby pod Warszawą okazało się trudne - pomogło zaangażowanie wielu osób i instytucji - szczególne podziękowania należą się Akademii Obrony Narodowej, Dowództwu Generalnemu Rodzajów Sił Zbrojnych i władzom Warszawy.

Reklama

Sobotnia próba okazała się trudna technicznie. Była tylko jedna prosta (najszybsi osiągali tu ponad 170 km/h!), rządziły zakręty i typowe dla czołgowisk ostre zjazdy i podjazdy. Nie brakowało piaszczystych fragmentów, ale padający wcześniej deszcz sprawił, że praktycznie nie było kurzu. Dobór trasy wyrównywał szanse kierowców z pojazdami o mniejszej mocy.

Jako pierwsi na trasę wyruszali zawodnicy z Pucharu Baja. W gronie motocyklistów szans rywalom nie dał Kuba Piątek. Pochodzący z Lublina młody zawodnik (niedawno skończył 24 lata) jest świetnym przykładem na to, jak własną pracą i talentem można wspiąć się na szczyt - został on laureatem Akademii Młodych Talentów Orlen Teamu i obecnie regularnie bierze udział w rajdach zaliczanych do mistrzostw świata FIM. Wśród ekip rywalizujących quadami napędzanymi na jedną oś najszybszy okazał się Paweł Samek. W sobotę wygrał on tylko pierwszy przejazd, ale przewaga nad zwycięzcą dwóch pozostałych - Adrianem Janikiem - okazała się wystarczająca.

W obliczu trudności terenowych, jakie panowały na trasie, mogłoby się wydawać, że na uprzywilejowanej pozycji będą quady z napędem 4x4 (Q4). Jednak zawodnicy okazali się wolniejsi od "osiek". O ocenę trasy i powody szybkiej jazdy kolegów z Q2 zapytaliśmy zwycięzcę Q4, Radosława Lindnera: "Na pierwszym przejeździe trasa nie była jeszcze rozjechana przez samochody, jechało się bardzo fajnie, wszystko było przewidywalne. Na drugim przejeździe trasa diametralnie się zmieniła, powstały koleiny przeszkadzające na zakrętach. Trzeci przejazd rzeczywiście był wyraźnie gorszy. Mimo trudności uważam, że w Warszawie czekała na nas jedna z lepszych tras - zróżnicowana, wymagająca dobrej techniki. Quady z napędem 2WD są dużo lżejsze, nasze ważą około 400 kg. Całą trasę i tak pokonałem z napędem na tył - warunki nie były na tyle ciężkie, żeby wykorzystywać przedni napęd - wtedy pogarsza się prowadzenie."

W grupie pojazdów UTV problemy techniczne Wojnarów (Waldemara jadącego z córką Kają) wykorzystał duet Robert Lamenta/Mateusz Budziło.Już po 7 km pierwszego odcinka specjalnego z rywalizacji w mistrzostwach Polski terenówek (RMPST) wypadli jedni z faworytów, aktualni liderzy klasyfikacji (nie zmieniło się to mimo zerowego dorobku punktowego w Warszawie) - Paweł Molgo i Janusz Jandrowicz. Odpowiadała za to... łuska naboju, która dostała się między zacisk hamulca i tarczę i zablokowała koło. Podczas maratońskiego rajdu można by starać się naprawić uszkodzenie, ale przy tak krótkiej trasie strata była zbyt duża. Niepodzielnie rządził za to duet Marcin Łukaszewski i Magdalena Duhanik. Kierowca z zadowoleniem wypowiadał się na temat auta: "W końcu uporaliśmy się z kłopotami, które prześladowały nas przez ostatnie trzy rajdy i były następstwem pożaru w komorze silnika. Przeprowadziliśmy testy jak należy i efekt widać od razu. Na trzecim przejeździe Rembertowa mogliśmy trochę zwolnić, bo wyniki były już w miarę ułożone. Jesteśmy pod wrażeniem oprawy rajdu i ślemy podziękowania dla organizatorów i władz Warszawy - jeszcze nigdy nie kończyliśmy imprezy w takim otoczeniu jak Pałac Kultury i Nauki."

Pierwsza pozycja Marcina i Magdy, podobnie jak druga ekipy Piotr Białkowski/Bartosz Momot nie dziwi, bo załogi te mają sprzęt na niemal najwyższym światowym poziomie. Szczególne gratulacje należą się załodze z najniższego stopnia podium. Trzecie miejsce zajęli Piotr Gadomski i Tomasz Widera. Zapytaliśmy kierowcę, jak ocenia trasę i swoje auto: "Na każdym rajdzie trzeba pokonać przygotowaną przez organizatorów trasę, raz jest ona  trudniejsza, raz łatwiejsza, ale dla wszystkich taka sama. Dla mnie odcinek był naprawdę dobry i ciekawy, byłoby jednak lepiej, gdyby poprzestać na dwóch przejazdach i dodać jeszcze inną, szybszą próbę. Nasz Land Cruiser to auto starej generacji. Ma zbyt wysoko umieszczony środek ciężkości, co przeszkadza w szybkiej jeździe na zakrętach. Benzynowy silnik 3.4 V6 pod względem rozwijanego momentu obrotowego nie może się równać z konkurentami. Ale auto jest warte "tylko" 25 tys. euro, czyli kilkukrotnie mniej niż konkurencyjne. Na wszystkich rajdach jeździmy w czołówce, to sprawia frajdę."

Ciekawa sytuacja miała miejsce w grupie T2, czyli pojazdów zbliżonych do seryjnych. Okazało się, że znacznie lepiej w takich warunkach radzą sobie Mitsubishi Pajero, z których korzystały cztery pierwsze załogi (wygrali Grzegorz Szwagrzyk i Jakub Moliter). Ekipy jadące Nissanami Navarami zajęły miejsca od piątego do ósmego.

Ostatnia grupa aut to Rajdowy Puchar Polski Samochodów Terenowych. Poza konkurencją okazał się tu "Japa Team" czyli Jacek Soboń i Mariusz Borowski. Udowodnili, że gdy auto przestanie sprawiać kłopoty, nie mają sobie równych - wygrali wszystkie przejazdy odcinka Rembertów i mimo trzyminutowej kary pewnie sięgnęli po zwycięstwo. Tak tłumaczą swój sukces: "Trasa bardzo nam pasowała. Praktycznie nie było szybkich partii, gdzie nie mamy szans konkurować - nasze auto ma dwulitrowy silnik i jeździ w teoretycznie wolniejszej  grupie S1-3000. Nasza prędkość maksymalna to nawet o 30 km/h mniej niż w niektórych konkurencyjnych autach." Jeden z głównych konkurentów Jacka - Tomasz Gołka - od rana walczył z awarią samochodu. W gronie aut znacznie bardziej zbliżonych do seryjnych (S2) po raz kolejny tryumfowali Karol Zarycki i Marcin Michalski.

Uroczyste zakończenie rajdu i wręczenie pucharów miało miejsce na Placu Defilad pod Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie. Puchary wręczał m.in. rektor-komendant Akademii Obrony Narodowej.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje