"Warzyw" nie ma. Są trupy

Dające do myślenia hasło "idzie wiosna, będą warzywa" zbulwersowało w zeszłym roku środowisko motocyklistów.

Kierowcy jednośladów oponowali, że jest ono zbyt drastyczne i nie odpowiada prawdzie. W tym roku miłośnicy jednośladów musieli długo czekać, by wybudzić swoje maszyny z zimowego snu. Wystarczyło jednak kilka słonecznych dni, by w mediach pojawiły się pierwsze informacje o wypadkach. "Warzyw" faktycznie nie było, były za to trupy. W tym roku doszło już do 42 wypadków z udziałem motocyklistów. Aż 10 z nich skończyło się czyjąś śmiercią.

Reklama

Winni kierowcy osobówek

Motocykliści często wskazują jednak, że największym zagrożeniem na drodze nie są młodociani szaleńcy na japońskich "szlifierkach", lecz kierowcy osobówek, który zapominają o ich istnieniu. Pogląd taki można wyrobić sobie również na podstawie policyjnych statystyk. Z najnowszego raportu Wydziału Profilaktyki i Analiz Biura Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji wynika, że sprawcami większości wypadków są kierowcy samochodów osobowych. W ubiegłym roku spowodowali oni aż 77,6% wszystkich tego typu zdarzeń. Na konto motocyklistów zaliczyć można jedynie 3,3% wypadków.

Czy faktycznie kierujących motocyklami stawiać można za wzór drogowych cnót, a winą za wypadki obarczać właścicieli "katamaranów"? W tym miejscu wypada uczciwie zaznaczyć, że coraz więcej posiadaczy motocykli to ludzie, którzy słów "cieszyć się życiem" nie rozumieją w ten sam sposób, co "umrzeć młodo". Świadomość zagrożeń jest coraz większa, nie brakuje zapaleńców, którzy nie szczędzą środków na kombinezony, kaski czy opony. Wielu z nich jest też świadomych swojej niedoskonałości. Ich motocyklowa kariera zaczyna się przeważnie od skuterów czy motocykli lekkich, wraz z kolejnymi tysiącami kilometrów i bezcennym doświadczeniem, stopniowo, przesiadają się na większe i mocniejsze maszyny. Takich motocyklistów przybywa z każdym rokiem, ale to tylko jedna strona medalu.

Niestety, zwłaszcza w ostatnim czasie, za sprawą prywatnego importu, motocykle stały się o łatwo dostępne. Już za kilka tysięcy złotych kupić można japoński ścigacz, który mimo spawanej ramy i opłakanego stanu, wciąż bez problemu rozpędza się do prędkości grubo ponad 200 km/h. Taka perspektywa kusi zwłaszcza ludzi młodych, którzy dosiadają tych maszyn często bez jakiegokolwiek przeszkolenia. Wielu z nich nie posiada nawet prawa jazdy, policji rzadko kiedy udaje się przecież zatrzymać rozpędzony motocykl.

Jak to wpływa na drogowe bezpieczeństwo?

Wg danych ze stycznia 2010 roku, w Polsce zarejestrowanych jest 16,079,553 samochodów osobowych. W ostatnim roku z winy kierujących tego typu pojazdami doszło do 27190 wypadków, co jak podawaliśmy, stanowi 77,6 % wszystkich tego typu zdarzeń. Podpierając się prostą matematyką szybko dojdziemy do wniosku, że wypadek powoduje średnio co 591 kierowca osobówki.

A jak tego typu zestawienie wygląda w przypadku motocykli?

Obecnie w kraju zarejestrowanych jest 909,144 motocykli. W 2009 roku ich kierowcy spowodowali 1,150 wypadków. Średnio co 790 z nich jest sprawcą tego typu zdarzenia. Teoretycznie można więc zaryzykować twierdzenie, że motocykliści są o wiele ostrożniejsi, niż kierowcy "puszek". Ale czy na pewno?

Zachowując trzeźwość umysłu należy zaznaczyć, że liczba wypadków powodowana przez kierowców osobówek dotyczy całego roku. Tego samego nie można jednak powiedzieć w przypadku motocykli z racji tego, że sezon na dwa kółka trwa nie więcej, niż 6 miesięcy. Z tego względu, w ujęciu rocznym, wypadałoby więc pomnożyć liczbę wypadków spowodowanych przez kierowców jednośladów razy dwa. Wówczas okaże się, że gdyby sezon trwał w Polsce cały rok, motocykliści doprowadziliby do 2300 wypadków. Średnio więc, tego typu zdarzenie powodowałby co 395 motocyklista! Statystykę można też "wyrównać" dzieląc liczbę wypadków spowodowanych przez kierowców "puszek" przez dwa (sezony). Wówczas okaże się, że gdyby auta osobowe, podobnie jak motocykle, jeździły po 6 miesięcy w roku, wypadek powodowałby co 1183 kierowca!

Co więcej, dzieląc liczbę samochodów osobowych przez liczbę motocykli dojdziemy do wniosku, że w Polsce stosunek tych pojazdów wynosi grubo ponad 17:1. Jeśli pomnoży się liczbę motocykli i wypadków razy 17 okaże się, że w ciągu sezonu (nie roku) ich kierowcy doprowadziliby do przeszło 19,5 tys. wypadków. Gdyby sezon nie trwał 6 miesięcy , a pełny rok liczba ta zamknęłaby się w 39 tysiącach wypadków. To o 12 tysięcy wypadków więcej, niż powodują w ciągu całych 12 miesięcy kierowcy osobówek.

Oczywiście to jedynie szacunkowe dane. Można przecież przypuszczać, że wraz ze wzrostem liczby jednośladów, kierowcy samochodów spowodowaliby więcej wypadków, niż teraz. Nie można jednak wykluczyć, że gdyby motocykliści nie byli u nas zjawiskiem sezonowym, kierowcy pozostałych pojazdów zachowywaliby się ostrożniej.

Przytaczając te wyliczenia nie mamy na celu obarczać winą za wypadki sympatyków jazdy na dwóch kółkach, ani wybielać kierowców samochodów osobowych. Pragniemy jedynie przypomnieć, że motocykle, z których większość dysponuje dwukrotnie lepszymi osiągami, niż przeciętny samochód, to hobby, które powinno być zarezerwowane dla odpowiedzialnych ludzi z wyobraźnią. A słowa odpowiedzialność w żaden sposób nie można połączyć z tętniącą w młodzieńczych żyłach adrenaliną.

Dowiedz się więcej na temat: hasło | motocykle | motocykliści | kierowcy | Nie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje