Motocyklista, co miał więcej szczęścia niż rozumu

Chyba każdy się zgodzi, że niektórzy motocykliści to dziwni ludzie. Już nie chodzi o ryzykowanie życia, ale jeśli kierowca popełni błąd i rozbije swój samochód to zwykle nie chwali się tym na lewo i prawo i nie publikuje nagrań w sieci.

A motocykliści? Z lubością publikują nagrania pokazujące, że mają więcej szczęścia niż rozumu. To ostatnie dotyczy np. jednego z młodych angielskich fanów jednośladów, niejakiego Jacka Sandersona.

Reklama

21-latek jechał motocyklem Kawasaki Ninja, który napędzany jest silnikiem o pojemności 600 ccm i dotąd ignorował wszelkie możliwe przepisy, aż przekonał się, że znak "Zwolnij" na jezdni nie został namalowany dla żartu. Zakręt okazał się za ostry, prędkość zbyt duża, umiejętności zbyt małe, a tor jazdy fatalny. W efekcie motocykl "wypluło" na pas do jazdy w przeciwnym kierunku.

Tutaj zadział chyba instynkt samozachowawczy, bo motocyklista unikając czołowego zderzenia zjechał z drogi i wpadł do kilkunastometrowego rowu. "Po drodze "nie było żadnych przeszkód, więc zdarzenie zakończyło się całkowitym zniszczeniem motocykla oraz skaleczeniem dłoni 21-latka, który po rozstaniu z maszyną wykonał kilkanaście piruetów.

Niestety obawiamy się, Sanderson niekoniecznie wyciągnie wnioski z tego wypadku. W przeciwnym wypadku raczej nie chwaliłby się nagraniem w sieci, ale wstydliwie schował je na dysku...

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje