Zmiany w F1: Ostrzejsze kary, mniej silników

Kierowcy Formuły 1 mogą oczekiwać poważniejszych sankcji, a zespoły F1 będą musiały zmniejszyć koszty i zrezygnować z dodatkowych silników na kwalifikacje, poinformowała Międzynarodowa Federacja Samochodowa (FIA).

Po kolizji na pierwszym zakręcie inaugurującego sezon GP Australii, która wyeliminowała aż osiem bolidów ze stawki walczących w tym wyścigu, stewardzi otrzymali nowe możliwości karania "niepokornych" kierowców.

Reklama

Sędziowie będą mogli począwszy od GP Brazylii (31 marca) na zawodnika biorącego udział w incydencie nałożyć karę, która w następnej eliminacji spowoduje zajęcie przez niego na starcie miejsca o 10 miejsc niższego niż wywalczone podczas kwalifikacji. Nową karą - obowiązującą już od początku sezonu - jest także, stosowana jest w amerykańskiej serii CART, "drive-through", która oznacza konieczność przejechania przez pit-lane z ograniczeniem prędkości. Sankcję nałożono już na Juana Pablo Montoyę podczas GP Malezji.

- Od 1 stycznia 2004 roku każdy kierowca, startujący w zawodach Formuły 1, będzie mógł korzystać tylko z jednego silnika podczas występu w jednej Grand Prix - napisano w komunikacie opublikowanym po spotkaniu Światowej Rady Sportu Automobilowego.

Ograniczenie to dotyczy także startów przygotowawczych, organizowanych dwa dni wcześniej, i oficjalnego treningu w przeddzień zawodów.

- Każda zmiana silnika podczas trzydniowej sesji startów w GP Formuły 1 będzie karana odsunięciem o dziesięć pozycji podczas startu do wyścigu głównego. Szczegóły tego przepisu mają zostać ustalone przez władze FIA w porozumieniu ze wszystkimi ekipami, biorącymi udział w zawodach - napisano w komunikacie.

Decyzja ta została podjęta w obawie, by koszty związane z prowadzeniem ekip samochodowych nie rosły zbyt szybko. Ich wzrost prowadzić może do kłopotów finansowych i upadłości mniejszych stajni - jak stało się to np. z grupą prowadzoną przez Alaina Prosta. Zmuszona ona była ogłosić upadłość, gdy jej długi sięgnęły kwoty ponad 30 milionów euro.

Wśród osób, które domagały się redukcji kosztów w zawodach Formuły 1, był Irlandczyk Eddie Jordan. - Sport ten nie jest w stanie uniknąć skutków recesji. Formuła 1 wymaga coraz większych nakładów finansowych. Musimy być bardziej realistyczni - ostrzega Jordan.

Prezydent FIA Brytyjczyk Max Mosley zapowiedział, że być może wprowadzone zostaną jeszcze bardziej drastyczne środki, niż te ogłoszone w środę. Mosley chciałby także, by zasada jeden silnik-jeden kierowca zaczęła działać już od 2003 roku. Opowiedział się ponadto za ograniczeniem sesji startów w Grand Prix do dwóch dni - z trzech jak to ma miejsce obecnie.

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje