Nie ma chętnych na nowe zespoły w F1

Prezydent Międzynarodowej Federacji Samochodowej (FIA) Jean Todt przyznał, że obecnie nie ma żadnych nowych ofert od podmiotów zainteresowanych wystawieniem nowego zespołu Formuły 1.

"Czekamy na poważne oferty, na razie nie mamy żadnej. Ostatnią była od Haasa i zakończyła się wejściem teamu do Formuły" - powiedział Todt.

Reklama

Szef FIA dodał, że nadal obowiązujące umowy pozwalają na udział w stawce maksymalnie 24 samochodów.

"W tym roku mamy dziesięć ekip, zawody są bardzo ciekawe. Maksymalnie możemy mieć dwanaście zespołów, dwa miejsca są nadal wolne" - dodał Todt. Francuz przyznał jednak, że gdyby nawet poważna oferta pojawiła się we wrześniu, to taki team mógłby wejść do rywalizacji najwcześniej od sezonu 2019.

Według nieoficjalnych informacji, poważnie zainteresowani wejściem do F1 są chińskie grupy finansowe, dysponujące niezbędnymi środkami finansowymi.

Formuła 1, której każdy z wyścigów ogląda na świecie średnio 400 mln telewidzów, jest obecnie kolejnym sportem w palecie konsorcjum finansowego Liberty Media. Firma ta jest już właścicielem drużyny baseballowej Atlanta Braves oraz posiada udziały w Formule E, która organizuje wyścigi bolidów elektrycznych.

Pakiet kontrolny F1 amerykański koncern przejął 18 stycznia 2017 roku. Dyrektorem generalnym cyklu F1 jest obecnie Amerykanin Chasey Carey. Po zmianie właściciela z funkcją tą pożegnał się 87-letni Brytyjczyk Bernie Ecclestone.

Władze Liberty Media nie kryją, że chcą rozszerzyć cykl Formuły 1 nawet do 25 Grand Prix. Na początek pod uwagę, jako potencjalny rynek, brana jest Indonezja z 257 milionami mieszkańców.

Przeciwni rozszerzaniu cyklu są niektórzy czołowi kierowcy, m.in. Hiszpan Fernando Alonso (McLaren) i Fin Kimi Raikkonen (Ferrari). Ich zdaniem zwiększanie liczby wyścigów w sezonie może mieć negatywny wpływ na bezpieczeństwo.(

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje