Kubica szósty w Turcji

Robert Kubica z teamu Renault zajął szóste miejsce w wyścigu o Grand Prix Turcji, siódmej eliminacji mistrzostw świata Formuły 1. Zwyciężył Brytyjczyk Lewis Hamilton (McLaren-Mercedes).

Drugi był jego rodak Jenson Button (McLaren-Mercedes), a trzeci Australijczyk Mark Webber (Red Bull- Renault), który na 41. okrążeniu toru stracił prowadzenie po kolizji z partnerem z zespołu Sebastianem Vettelem. Niemiec wycofał się z wyścigu.

Reklama

W klasyfikacji generalnej prowadzenie utrzymał Webber, który o pięć punktów wyprzedza Buttona i o dziewięć Hamiltona. Kubica jest szósty - 26 pkt straty do Webbera. W rywalizacji konstruktorów na pierwsze miejsce awansował Mclaren, który zaledwie o punkt jest lepszy od Red Bulla.

Do 41. okrążenia prowadził Webber przed Vettelem, trzeci jechał Hamilton, za nim Button. Kubica był siódmy. Prowadząca czwórka miała ponad 30 s przewagi nad Niemcem Michaelem Schumacherem (Mercedes GP). Podczas przejazdu 41. okrążenia, przed jednym z lewych zakrętów Vettel po wewnętrznej stronie toru zaatakował Webbera. Doszło do kolizji, bolid Vettela został uszkodzony i Niemiec nie mógł kontynuować jazdy.

Webber również z kolizji nie wyszedł bez szwanku, zjechał do serwisu, gdzie wymieniono przednie skrzydło, a po powrocie na tor znalazł się na trzecim miejscu. Prowadzenie objęli kierowcy McLarena i utrzymali je do mety. Na 43. okrążeniu na kilka chwil liderem wyścigu został Button, ale Hamilton szybko go wyprzedził. Ponieważ między bolidami doszło do kontaktu, Button, mistrz świata w 2009 roku, pomny na wcześniejszy przypadek bolidów Red Bull już nie próbował kolejnych ataków.

Kubica do kolizji Vettela z Webberem jechał na 7. pozycji. Polak startował także z siódmego pola, ale podczas wyścigu nie był w stanie wyprzedzić jadącego przed nim Niemca Nico Rosberga (Mercedes GP). Kubica nie podejmował prób ataku, licząc bardziej na błąd lub zużycie opon w bolidzie kierowcy Mercedesa. Nic takiego jednak nie nastąpiło. Za Polakiem jechał Massa, który również nie odważył się na atak.

Sporego pecha miał drugi zawodnik ekipy Renault Rosjanin Witalij Pietrow. Mieszkający w Moskwie kierowca, który rok temu wygrał na torze w Stambule wyścig serii GP2, obiekt znał bardzo dobrze i dzięki temu wywalczył w sobotę dziewiąte miejsce startowe.

W niedzielę Pietrow także jechał nieźle, długo utrzymywał się na dziewiątej pozycji, po kolizji Vettela z Webberem awansował na ósme miejsce. Ale na trzy okrążenia przed końcem, wyprzedzający Rosjanina Fernando Alonso (Ferrari) uderzył w bolid Renault. W samochodzie Pietrowa doszło do uszkodzenia opony i Rosjanin musiał zjechał do boksu, wypadając z punktowanej dziesiątki.

Na tor wrócił na 15. miejscu, a dla poprawienia sobie nastroju po "przygodzie" z Massą, na przedostatnim okrążeniu, mając świeże opony, uzyskał najlepszy ze wszystkich zawodników czas przejazdu jednego okrążenia - 1.29,165.

Robert Kubica po wyścigu był zadowolony.

- To był dla nas dobry dzień i cieszę się, że zdobyliśmy kolejne punkty. Niestety, startowaliśmy za bolidami Mercedesami i w efekcie utknąłem za nimi na cały wyścig. Byłem nieco szybszy, nie na tyle jednak, by dało się ich wyprzedzić na torze. Liczyłem, że uda się to osiągnąć podczas pitstopu, przejechałem po nim bardzo szybkie okrążenie, ale ich zmiana opon musiała być krótsza. Bolid spisywał się dzisiaj dobrze, a poprawki, które wdrożyliśmy dały efekt. To budujące przed kolejnymi wyścigami - powiedział polski kierowca.

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama