"Kubica jeździ wrakiem"

Wszystko mu wysiadło. On sam chyba też. Polski kierowca zajął ostatnie miejsce w Grand Prix Malezji, zdublowany aż przez 10 rywali, między innymi przez swego kolegę z zespołu BMW, Nicka Heidfelda.

A miało być tak pięknie. Robert Kubica zapowiadał, że spróbuje powalczyć o pierwsze punkty w mistrzostwach świata. Tymczasem... spadły na niego wszystkie możliwe (i niemożliwe) nieszczęścia - pisze Super Express.

Reklama

Do tych problemów przyczynił się niestety Kubica, sam otwierając puszkę Pandory z nieszczęściami. Kluczowy był tu błąd, który popełnił na pierwszym zakręcie, uderzając jadącego przed nim Heidfelda. W rezultacie uszkodził nos bolidu - przypomina SE.

Super Express

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje