KERS, czyli ekościema!

Gdy FIA wprowadzała przepisy zezwalające na używanie systemu odzyskiwania energii KERS, robiła to z olbrzymim, ekologicznym zadęciem.

Podkreślano, że Formuła 1 ma być poligonem, na którym testowane są nowe rozwiązania, trafiające później do samochodów seryjnych, przyczyniające się do rozwoju technologicznego. W wypadku KERS chodzi oczywiście o ekologię. Układ odzyskiwania energii ma pozwolić na obniżenie zużycia paliwa w samochodach cywilnych.

Reklama

Jednak zarówno media, jak i włodarze Formuły 1 przemilczeli pewien niewygodny fakt... Jak wiadomo, KERS waży (dokładne informacje są ściśle tajne) miedzy 30 a 45 kg. Przynajmniej połowa z tej wagi przypada na baterie, które przechowują odzyskaną energię. Kruczek polega na tym, że jeden komplet baterii wystarcza na... dokładnie jeden wyścig! Później komplet baterii ląduje na śmietniku, gdzie musi zostać poddany kosztownej i mało przyjaznej środowisku utylizacji.

W tym sezonie KERS nie jest jeszcze obowiązkowy, wobec czego stosuje go coraz mniej zespołów. Jednak w przyszłym roku stosowanie tego systemu będzie obligatoryjne. Tymczasem jedynie Williams pracuje nad systemem opartym o koło zamachowe, czyli nad rozwiązaniem, które nie wykorzystuje baterii i ma wystarczać na cały sezon.

Czy więc od przyszłego roku co wyścig do utylizacji będzie trafiało około 200 kg zużytych baterii? To bardzo prawdopodobne.

Zobacz, jak działa KERS:

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje