F1 - Puste miejsce na podium w GP Brazylii

Kimi Raikkonen jadący McLarenem wygrał dramatyczną Grand Prix Brazylli - 3. eliminację Mistrzostw Świata Formuły 1 sezonu 2003. Wyścig na torze Interlagos obfitował w wiele wypadków i został przerwany na 54. okrążeniu po poważnej kraksie. Zwycięzcą ogłoszono Raikkonena, który minął jako pierwszy linę mety rundę wcześniej. Fin prowadzi w klasyfikacji MŚ.

Drugą lokatę zajął Giancarlo Fisichella (Jordan), a trzeci był Fernando Alonso (Renault). To właśnie kolizja Hiszpana z bolidem Marka Webbera (Jaguar) spowodowała przerwanie wyścigu. Alonso ucierpiał w wypadku i został odtransportowany do szpitala, ale nie doznał żadnych wewnętrznych obrażeń i jego stan jest stabilny. UWAGA: na dole sprostowanie!

Reklama

Wszyscy byliśmy świadkami prawdziwego horroru. Takiego scenariusza i przebiegu wydarzeń nie powstydziłby się sam mistrz dreszczowca Alfred Hitchcock. Punktem kulminacyjnym było zakończenie widowiska makabrycznymi wypadkami Marka Webbera i Fernando Alonso, a także rozstrzygnięcie, kto tak naprawdę wygrał tegoroczną GP Brazylii. Ostateczna wiadomość ucieszyła zapewne fanów ekipy McLarena, gdyż sędziowie ogłosili, że wyścig wygrał Kimi Raikkonen. Było to trzecie zwycięstwo z rzędu McLarena (w trzech rozegranych w tym sezonie wyścigach) i drugi sukces z rzędu młodego Fina. Raikkonen umocnił się tym samym na prowadzeniu w klasyfikacji generalnej kierowców, a "srebrne strzały" z Woking odskoczyły rywalom w klasyfikacji konstruktorów. - Co za wyścig - stwierdził triumfator. - Doświadczyłem w przeszłości pecha, więc tym razem miałem szczęście.

Zacznijmy jednak od samego startu. Na początku był deszcz, a z deszczu wyłonił się safety-car, który poprowadził kierowców do wyścigu z 20-minutowym opóźnieniem. Organizatorzy stwierdzili bowiem, że tradycyjny start na zlanym deszczem torze byłby nadzwyczaj niebezpieczny, a jazda za safety-carem umożliwiła bezpieczne rozpoczęcie wyścigu.

Przez pierwszych dziewięć okrążeń kolejność w stawce nie ulegała zatem żadnym zmianom i dopiero gdy safety-car zjechał do boksu rozpoczęło się prawdziwe ściganie. Od tej chwili do głosu doszły oba McLareny i... Juan Pablo Montoya (Williams). David Coulthard niemal od razu wyprzedził Rubensa Barrichello, a Kimi Raikkonen z Montoyą agresywnie uderzyli z dalszych pozycji. Obaj szybko wyprzedzili Webbera i Barrichello, a kilka okrążeń później samego Coultharda. Powodem tak dobrej jazdy były deszczowe opony, w które wyposażono bolidy Fina i Kolumbijczyka, doskonale spisujące się w początkowej, bardzo mokrej, fazie wyścigu. Z czasem jednak tor zaczął przesychać i do głosu doszli kierowcy korzystający z usług opon przejściowych, tzw. "intermediate". Właśnie z tego powodu Coulthard odbił drugą pozycję Montoyi, a na trzecie miejsce awansował król deszczu, Michael Schumacher (Ferrari).

Potem jednak sytuacja zaczęła się komplikować gdyż doszło do pierwszych groźnych incydentów na torze. Ralf Firman (Jordan) nagle stracił przednie prawe koło na skutek oderwania się zawieszenia, jego bolid zakręcił się na torze i zgarnął na pobocze Toyotę Oliviera Panisa. Obaj kierowcy zakończyli tym samym swoją brazylijską przygodę, a na tor "wkroczył" ponownie "samochód bezpieczeństwa".

Potem wszystko rozgrywało się już bardzo schematycznie, a główną tego przyczyną stał się zalany deszczem zakręt "curva do Sol". Jak na ironię "zakręt słońca" był dziś przeszkodą nie do pokonania dla olbrzymiej grupy kierowców. Pierwszym, który musiał uznać jego wyższość był Juan Pablo Montoya. Kolumbijczyk stracił kontrolę nad pojazdem i uderzył w barierę z opon. Dosłownie kilka chwil po tym, do rozbitego BMW dołączył Jaguar Antonio Pizzonii, który również ześlizgnął się z "Curva do Sol" na tafli wody. Kolejnym pokonanym okazał się Michael Schumacher. Niemiec popełnił błąd, stracił kontrolę nad pojazdem i w tym samym miejscu co Montoya i Pizzonia wpadł na barierę ułożoną z opon. Na tym zakręcie wyścig zakończyli również Jos Verstappen (Minardi), Jenson Button (BAR), a Mark Webber cudem opanował swój bolid i powrócił na tor po krótkiej wizycie na poboczu. Wygląda więc na to, że kierowcy nie będą mile wspominali "słonecznego" zakrętu.

Promyki nadziei zabłysnęły natomiast w oczach tysięcy Brazylijczyków zgromadzonych na trybunach toru Interlagos, gdy na 44 okrążeniu ich rodak, Rubens Barrichello (Ferrari) wyprzedził Davida Coultharda (po błędzie Szkota) i został liderem w wyścigu. Radość tłumów trwała jednak zaledwie trzy okrążenia, gdyż za moment czerwone Ferrari "Rubinho" stanęło na poboczu, zatrzymane awarią. Fani Scuderii nie mieli więc wiele powodów do radości oglądając tegoroczną GP Brazylii. Nadzieją dla nich pozostaje nowy bolid Ferrari, który zadebiutuje już podczas najbliższej eliminacji. Może on odwróci karty, które jak na razie sprzyjają McLarenom.

Koniec wyścigu to już totalny chaos. Wszystko zaczęło się od spektakularnego wypadku Marka Webbera, który doszczętnie rozbił swojego Jaguara na prostej start/meta. Szczątki zielonego pojazdu pokryły całą szerokość toru i praktycznie nie było szans przejechać tamtędy bez szwanku. Przekonał się o tym doskonale Fernando Alonso (Renault), który nie świadom zagrożenia wpadł na porozrzucane części bolidu Webbera, stracił kontrolę nad swoim pojazdem i z impetem uderzył z barierę z opon. Jego pojazd rozpadł się na drobne części a sam Hiszpan uległ obrażeniom. Sędziowie niemal natychmiast zarządzili koniec wyścigu, przerywając tym samym niebezpieczne widowisko na kilkanaście okrążeń przed jego regulaminowym końcem. Alonso został pieczołowicie opatrzony przez lekarzy i na noszach odtransportowany do karetki. Na pocieszenie pozostaje znak kciukiem dany przez Hiszpana, sugerujący, że wszystko powinno być OK.

Zakończenie wyścigu wcale nie przerwało emocjonujących zdarzeń. Początkowo sukces zaczęli świętować mechanicy Jordana, gdyż na tuż przed czerwoną flagą, ich kierowca, Giancarlo Fisichella wyprzedził Kimi Raikkonena i wysunął się na pierwsze miejsce w wyścigu. Potem jednak sędziowie ogłosili metę po 53 okrążeniach (jedno okrążenie przed wypadkiem Alonso), tłumacząc to tym, że po 54 kółku nie wszyscy kierowcy dojechali do mety, wstrzymani szczątkami bolidów Webbera i Alonso. Ostatecznie zatem zwycięzcą ogłoszono Raikkonena, drugie miejsce przypadło Fisichelli. - Wygrałem ten wyścig, ale przepisy są przepisami ? powiedział niepocieszony Włoch. - Jestem bardziej zawiedziony niż szczęśliwy. Przez cztery albo pięć minut znałem magię zwycięstwa w Grand Prix.

Trzecią pozycję zajął... nieobecny na podium Fernando Alonso. Hiszpan mógł więc świętować swoje trzecie miejsce w drodze do szpitala. Miejmy nadzieję, że faktycznie jego obrażenia nie są poważne.

AKTUALIZACJA: 11 kwietnia godz. 14.00:
Po spotkaniu członków FIA 11 kwietnia zmieniono wyniki GP Brazylii i zwycięzcą ogłoszono Giancarlo Fisichellę. Więcej na ten temat przeczytasz
TUTAJ

Wyniki GP Brazylii
 1. Giancarlo Fisichella  (Włochy)     Jordan
 2. Kimi Raikkonen        (Finlandia)  McLaren
 3. Fernando Alonso       (Hiszpania)  Renault
 4. David Coulthard       (W.Brytania) McLaren
 5. Heinz-Harald Frentzen (Niemcy)     Sauber
 6. Jacques Villeneuve    (Kanada)     BAR
 7. Ralf Schumacher       (Niemcy)     Williams
 8. Jarno Trulli          (Włochy)     Renault
 9. Mark Webber           (Australia)  Jaguar
10. Cristiano Da Matta    (Brazylia)   Toyota
Klasyfikacja MŚ kierowców
 1. Kimi Raikkonen (Finlandia) McLaren     24 pkt
 2. David Coulthard (W.Brytania) McLaren   15
 3. Fernando Alonso (Hiszpania) Renault    14
 4. Giancarlo Fisichella (Włochy) Jordan   10
 5. Jarno Trulli (Włochy) Renault           9
 6. Juan Pablo Montoya (Kolumbia) Williams  8
  . Michael Schumacher (Niemcy) Ferrari     8
  . Rubens Barrichello (Brazylia) Ferrari   8
  . Ralf Schumacher (Niemcy) Williams       8
10. Heinz-Harald Frentzen (Niemcy) Sauber   7
Klasyfikacja MŚ konstruktorów
 1. McLaren       39 pkt
 2. Renault       23
 3. Ferrari       16
 4. Williams      16
 5. Jordan        10
 6. Sauber         8
 7. BAR            5

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje