F1. Iskrzy między Vettelem i Hamiltonem

Jeszcze w kwietniu wicemistrz świata Formuły 1 Brytyjczyk Lewis Hamilton (Mercedes GP) zapewniał, że bardzo odpowiada mu atmosfera rywalizacji z Niemcem Sebastianem Vettelem (Ferrari). Sytuacja zmieniła się po niedzielnym wyścigu o Grand Prix Azerbejdżanu.

Na początku sezonu Hamilton i Vettel nie szczędzili sobie komplementów.

"Wierzę, że do końca sezonu będzie tak, jak teraz. Być może będą momenty, w których będziemy walczyć na torze i wtedy mogą pojawić się pretensje, że np. ktoś jechał zbyt agresywnie, ale jesteśmy dorosłymi ludźmi, przebyliśmy długą drogę, wiele już doświadczyliśmy. Jeszcze nigdy nie czułem takiego szacunku od innego kierowcy, zwłaszcza tego kalibru" - mówił po drugiej eliminacji cyklu Brytyjczyk.

"Prezentujemy chyba równy poziom. To daje dużo frajdy" - wtórował mu Niemiec.

Reklama

Po zakończeniu niedzielnego wyścigu w Baku ton wypowiedzi był już zupełnie inny. A to za sprawą incydentu, kiedy jadący na pozycji wicelidera Vettel nie wyhamował i uderzył lekko w tył auta Hamiltona, gdy ten jechał za samochodem bezpieczeństwa. Niemiec miał do rywala pretensje, że celowo zwolnił, aby "przytrzymać" za plecami Vettela i pozwolić innym kierowcom zbliżyć się do niego.

Vettel uniósł ręce w geście niezadowolenia, szybko zrównał się z Brytyjczykiem, chcąc mu pokazać, że to była jego wina. Jadąc obok rywala, Niemiec ponownie uderzył w bolid Hamiltona, tym razem w przednie lewe koło. Dostał za to karę 10-sekundowego postoju w alei serwisowej. Ostatecznie Niemiec zajął czwarte, a Brytyjczyk, który musiał zjechać do boksu, aby wymienić jeden z elementów w pojeździe - piąte miejsce.

"Skompromitował się" - skomentował zachowanie Vettela wicemistrz świata. Miał też pretensje do sędziów, którzy jego zdaniem ukarali rywala zbyt łagodnie.

Oprócz konieczności postoju, Niemiec otrzymał także trzy punkty karne. Łącznie ma ich dziewięć, a jeśli dostanie jeszcze trzy, będzie musiał pauzować w kolejnym wyścigu.

"Jeśli w ten sposób chciał pokazać, że jest mężczyzną, niech to lepiej zrobi twarzą w twarz, a nie w samochodzie. Taka jazda naraża zdrowie innego kierowcy, choć na szczęście jechaliśmy powoli. Pomyślmy o tych wszystkich młodych dzieciakach, które widzą takie zachowanie czterokrotnego mistrza świata" - denerwował się Hamilton, cytowany na internetowej stronie dziennika "The Guardian".

Vettel jest z kolei przekonany, że nie zasłużył na żadną karę.

"To chyba oczywiste, że nie uderzyłem w niego z premedytacją. Miałem podniszczone przednie skrzydło, u niego też były jakieś drobne uszkodzenia. Nie tędy droga. Jeśli ja dostałem karę, on też powinien. Zrównałem się z nim, żeby dać mu do zrozumienia, że źle się zachował. Nie mogę tego zrobić przez radio" - relacjonował.

"Zrzucanie odpowiedzialności na auto jadące z przodu - to złe rozumowanie. Niektórzy nie lubią przyznawać się do błędu" - ripostował Hamilton.

29-letni Vettel wywalczył cztery tytuły mistrzowskie w latach 2010-13. O dwa lata starszy Hamilton zdobył trzy trofea - w 2008 roku w barwach zespołu McLaren-Mercedes oraz w latach 2014-15 w obecnym teamie.

Obaj kierowcy wygrali łącznie ponad sto wyścigów - odpowiednio, 45 i 56. W klasyfikacji generalnej tego sezonu Vettel ma 153 punkty i jest liderem, a Brytyjczyk zgromadził o 14 mniej.

"Na co dzień Vettel to porządny chłopak, ale tego nie potrafię zrozumieć. Oszalał. Lewis któregoś dnia go uderzy. Nie bolidem, tylko pięścią. Na miejscu Lewisa pogadałbym z nim i spytał, jaki ma problem" - ocenił sytuację jeden z szefów Mercedesa GP Austriak Niki Lauda.

Większy dystans zachował dyrektor działu motosportu Toto Wolff.

"Teraz jest więcej kontrowersji. To było oczywiste, że do tego dojdzie, im bardziej zacięta będzie rywalizacja. Zdjęli rękawice, to na pewno nie pomoże ich przyszłym relacjom. Ale w pewnym momencie, najlepsi nie mogą walczyć o mistrzostwo jako przyjaciele" - ocenił.

Kolejna, dziewiąta eliminacja MŚ odbędzie się 9 lipca w Austrii. (

PAP
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy