Czy i kiedy Robert Kubica powróci na tor?

Startujący z pole position Niemiec Sebastian Vettel wygrał w niedzielę wyścig o Grand Prix Belgii na torze Spa-Francorchamps.

W 12. eliminacji tegorocznych mistrzostw świata Formuły 1 wyprzedził kolegę z teamu Red Bull-Renault Australijczyka Marka Webbera.

Vettel odniósł siódme zwycięstwo w sezonie, po triumfach w Grand Prix Australii, GP Malezji, GP Turcji, GP Hiszpanii, GP Monaco i GP Europy na ulicach Walencji. Dotychczas tylko raz nie znalazł się na podium, w starcie przed własna widownią na Nuerburgringu.

Jako trzeci linię mety minął Brytyjczyk Jenson Button z McLaren-Mercedes, przed Hiszpanem Fernando Alonso z Ferrari. Za nimi ukończyli rywalizację kierowcy zespołu Mercedes GP, Niemcy Michael Schumacher i Nico Rosberg. W końcówce szefowie ekipy Mercedesa poinformowali przez radio Rosberga, żeby nieco zwolnił, bo może mu nie starczyć paliwa do mety. Był to jasny sygnał dla Niemca, żeby puścił na piątą lokatę Schumachera, dla którego był to szczególny wyścig. Siedmiokrotny mistrz świata 20 lat wcześniej właśnie podczas GP Belgii zadebiutował w Formule 1, a w kolejnym sezonie także w Spa odniósł pierwsze zwycięstwo w karierze.

Reklama

Z tego powodu wystąpił w niedzielę w złotym kasku, jaki dostał w prezencie od szefów niemieckiego zespołu. Piąta lokata Schumachera jest o tyle cenna, że rozpoczął wyścig z ostatniej, 24. pozycji. Był to wynik zgubienia koła podczas pierwszej części sobotnich kwalifikacji, w wyniku czego rozbił bolid. Wówczas nie miał jeszcze zmierzonego czasu. W niedzielę tuż po zapaleniu zielonego światła do przodu ruszył z pole position Vettel.

Za jego plecami znalazł się nieoczekiwanie startujący z piątej pozycji Rosberg, który wyprzedził Brytyjczyka Lewisa Hamiltona z McLaren-Mercedes, Webbera i Brazylijczyka Felipe Massę z Ferrari. W trakcie pierwszego okrążenia Rosberg nieoczekiwanie znalazł się też przed broniącym tytułu mistrza świata rodakiem. Jednak na krótko, bowiem dwie rundy później oddał mu prowadzenie. W pogoń za Niemcami ruszyli Alonso i Hamilton. Nieoczekiwanie po sześciu okrążeniach jako pierwszy z czołówki do boksu zjechał Vettel, który zmienił opony. Rywale szybko poszli w jego ślady, więc na prowadzeniu doszło do kilku przetasowań, zanim sytuacja wróciła do normy.

Na 13. okrążeniu piątą pozycję Hamiltona zaatakował Kamui Kobayashi z Sauber-Ferrari. Japończyk uderzył przednim kołem w tylną oś Brytyjczyka. Ten natychmiast wyjechał na pobocze i rozbił się o bandę, niszcząc wcześniej tablicę reklamową. Rozsypane elementy na nawierzchni zmusiły organizatorów do wprowadzenia samochodu bezpieczeństwa. Zanim po 17 rundach wznowiono wyścig, Vettel zdążył po raz drugi zmienić opony i wrócił na tor jako trzeci za Alonso i Webberem. Po kilku minutach objął znów prowadzenie, gdy rywale zjechali do boksu. Utrzymał je do końca, utrzymując kilkusekundową przewagę nad Hiszpanem i Australijczykiem.

Na 37. okrążeniu Webber skutecznie zaatakował Alonso, którego później wyprzedził jeszcze Button, mimo uszkodzonego tylnego skrzydła. Po 12 z 19 eliminacji na prowadzeniu w MŚ umocnił się Vettel, który powiększył swój dorobek do 259 punktów. Drugi jest Webber - 167, a tuż za Australijczykiem znaleźli się Alonso - 157 i Button - 149. Obaj przeskoczyli Hamiltona - 146.

W rywalizacji konstruktorów Red Bull-Renault znowu odskoczył rywalom, bo ma już 426 punktów. Drugi jest McLaren-Mercedes - 295, a trzecie Ferrari - 231.

Kubica po operacji prawego łokcia

Tymczasem Robert Kubica przeszedł w niedzielę ostatnią operację prawego łokcia, która początkowo była planowana na początek września. Zabieg był udany - poinformował w wywiadzie dla stacji telewizyjnej RAI menedżer Daniele Morelli.

"Funkcjonalność stawu łokciowego jest po zabiegu - w opinii lekarzy - bardzo dobra. Teraz Robert wejdzie w ostatnią fazę - rehabilitację ramienia przez specjalistyczny trening. Obecnie jestem pewien, że Robert będzie mógł wrócić na tor. Teraz trzeba tylko pozwolić działać naturze, aby odzyskał on pełną formę fizyczną. Uważam, że za miesiąc, a najdalej za dwa będziemy wiedzieli, kiedy Robert powróci na tor" - powiedział Morelli.

INTERIA.PL/PAP
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy